24.11.2012

Tysiąc oddechów oswojonych muz rzeczywistych - I


Skamlał cicho, całkowicie zrezygnowany.

Porzucony kilka dni temu, stracił nadzieję, że pan po niego wróci. Stalowa linka wżynała się w jego duszę, odbierając resztki pewności siebie. Wiary w to, że jest dla kogoś ważny i coś znaczy.

Z początku wył i krzyczał.

Potem szeptał pod nosem mroczne klątwy, przechodzące łagodnie w modlitwy. Prosił o szansę na wzajemność. Błagał o możliwość przetrwania, ale nikt go nie słyszał. W końcu pozostało mu już tylko położyć się i czekać na nieuniknione, bezcelowo obserwując okolicę. Ostatecznie odwiedziła go ciemność. Tylko ona znalazła w sobie siłę i wygospodarowała czas, by zająć się porzuconym, bezdomnym wenem.



Kolejny z oddechów: TOOMR - II

1 komentarz:

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.