24.11.2012

Tysiąc oddechów oswojonych muz rzeczywistych - IV



Wytarła jego zapłakane policzki luźnym rękawem zielonej, lnianej koszuli. Rozkwitła cieniem ironicznego uśmiechu, który podarował kolejnemu porankowi. Zaplotła dym z papierosów w długie warkocze, czekając na zainteresowanie. Nie skarżyła się, nie narzekała. Nigdy nie oceniała jego postępowania – nie wymagała, by przestrzegał jakichkolwiek zasad, choć mogła stworzyć ich setki.

Radośnie podporządkowana – oddana bez reszty. Przygniatana ciężarem lędźwi do materaca. Wielokrotnie zaspokajana pośrednią pieszczotą. Zapisana w podświadomości, cierpliwa, pełna zepsucia i upojona nocą.

Cicha, niemalże pozbawiona prawa głosu, lecz nie głucha. Śpiewająca łagodnym altem, o rzadkiej właściwości zwodzenia duszy na pokuszenie. Pozwala mu chwycić się za włosy, bo jest weną prawdziwego mężczyzny.



Kolejny oddech: TOOMR - V

0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.