24.11.2012

Tysiąc oddechów oswojonych muz rzeczywistych - Na dodatek



Pociągnęła rękaw zielonego swetra i starając się nie rozpłakać, zapytała:
– Czy to jest dobre?
Odpowiedziała jej głucha cisza. Wełna wysunęła się spomiędzy chudych palców.

Nie miała siły na kolejnych ludzi i pytania. Była taka słaba, taka głodna. Zapadnięte policzki wydawały się przezroczyste. W końcu poddała się i usiadła na chodniku. Za plecami czuła drewniany płot stanowiący granicę rzeczywistości.

Podwinęła kolana i oparła na nich brodę. Chlipnęła, ale nie pozwoliła sobie na łzy. Wystarczyło poczekać – ktoś się znajdzie. Musi!

A jeśli nie?

Obok niej przecież siedział zabiedzony, wyleniały kot zapatrzony w przestrzeń - niemartwy i nieżywy. Wenie głośno zaburczało w brzuchu.



0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.