18.09.2011

Korytarz

Widziałam je zbyt często, żeby ich obecność mi nie obrzydła. Ta lafirynda o niebieskich oczach czaiła się za każdym rogiem. Czułam obrzydliwy, różany oddech na swoim karku i nie mogłam się uwolnić, a próbowałam setki razy. Ona komponowała się wdzięcznie ze stylistyką sterylnego korytarza - z szarą, włoską terakotą, oślepiająco białymi ścianami i dyskretnym oświetleniem. Siedziała na aluminiowej ławeczce, wyprostowana i dumna. Ubrana w czerwony płaszczyk, godny jedynie ladacznicy, potrząsała swoimi starannie ułożonymi blond lokami i rozmawiała z tą służbistką o bladej, ściągniętej twarzy. Dwie ślepe suki. Jedna okaleczona w wypadku, druga niewidoma od urodzenia. Jak mi przykro! Patrzyłam na nie, zaciskając usta i warcząc gardłowo. Kobieta w stylizowanej na togę sukience odwróciła głowę w moim kierunku - srebrne kolczyki zakołysały się, dźwięcząc cicho. Waga i miecz - tępa tradycjonalistka. Krzyw się, krzyw!
Przychodziły tu i rozmawiały. Grzeczne, układne, wychowane - sztuczne i nieprawdziwe. Przychodziły, żeby usłyszeć od tej zakłamanej wszetecznicy, że zawsze trzeba mieć nadzieję. Może kiedyś obie przejrzą na oczy? Okłamywała je każdorazowo tymi samymi frazesami, ale one wracały, wracają i wracać będą. Niech was szlag! A ja, zmuszona oglądać wciąż to samo, zaciskałam pięści. Szpony wbijały się w pożółkłą skórę dłoni i wypełniała mnie nienawiść. Oto ja! Do tego zostałam stworzona. 



0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.