30.04.2015

Każdy płomień



Daj komuś ogień, a będzie mu ciepło przez jeden dzień, ale wrzuć go do ognia, a będzie mu ciepło do końca życia.
Terry Pratchett – Bogowie, honor, Ankh-Morpork

Kobieta wymierzyła córce cios otwartą dłonią. Na bladej skórze pojawiło się zaczerwienie.
– Jesteś okropnym bachorem – warknęła przez zaciśnięte zęby.
Dziecko zmrużyło powieki, uniosło głowę. Wokół rudych, splątanych kosmyków zaczęły pełgać niewielkie płomyki. Na ich widok matka cofnęła się gwałtownie, jej twarz wykrzywiał strach zmieszany z obrzydzeniem.
– Nawet nie waż się tego robić w domu – syknęła.
– Myślisz, że możesz mi rozkazywać? – Chandra spytała tonem, jakiego nikt nie spodziewałby się usłyszeć, patrząc na chudą, bladą kilkulatkę.
Kiedy uniosła drobną dłoń, płomienie okalały już palce i nadgarstek. Przez chwilę napawała się przerażeniem rysującym się na twarzy matki, po czym bez słowa wybiegła z domu. Pozostawiła za sobą charakterystyczny zapach, kojarzący się z rozpalaniem ognia w piecu. Gdy trzasnęły drzwi, kobieta osunęła się na podłogę. Codziennie zadawała sobie to samo pytanie, czemu ta przeklęta krew skaziła akurat ich rodzinę, czym sobie na to zasłużyli.

Chandra uważała, że świat nie zasługiwał na nią, jej potęgę i potencjał. Nawet jako dziecko, rozumiała, jak wiele może zdziałać płonący w niej ogień. Nie igrała ze swoim darem, nie traktowała go lekko. Odrobiła lekcję.
Kiedyś włożyła dłoń w dogasające ognisko, żar i ciepło zdawały się przyciągać dziewczynkę. Och, jakże poczuła się zdradzona, gdy ból sparaliżował niespodziewające się tego ciało. Ułamek sekundy później odskoczyła do tyłu, przykładając zranioną rękę do ust. Na szczęście oparzenie nie było poważne i nawet nie zostawiło blizn, ale Chandra raz na zawsze zapamiętała, jak wielką siłą był ogień. Jaki bywał po ludzku zdradliwy.
Dorastała w poczuciu wyobcowania, spędzając najwięcej czasu w lesie. Starała się wsłuchać w siebie, zrozumieć i opanować złość, która ją napędzała. Nienawidziła swoich sióstr, za ich przeciętność, nudną zwykłość, urok naznaczający te okrągłe buzie. Nienawidziła innych za ich słabości, tę przezroczystość ich spojrzeń.
Spiczasty podbródek Chandry, osadzenie jej oczu o nieokreślonej barwie, wściekle rudy kolor włosów – wszystko podkreślało to, kim była.
Płomieniem, żarem, zniszczeniem!

Żeby obronić własną wolność, postanowiła – w odwecie za wyznaczoną datę aranżowanego ślubu – zniszczyć kilka domów. Wywołać chaos oraz strach. Zbudować wokół swojej osoby legendę, która dałaby Chandrze swobodę podejmowania decyzji na temat własnego życia. Pomysł wydania jej za mąż od początku, kiedy tylko powstał, gdy jeszcze była dziewczynką, budził jej wściekłość. Próbowała przemówić ojcu do rozsądku, błagała starszego brata o wstawiennictwo i ratunek, bezskutecznie. Opóźniła jedynie wykonanie wyroku.
Domem rządziła matka, która miała jej dość. Matka, która przez te dwadzieścia lat zdążyła znienawidzić własne dziecko, niezliczoną ilość razy powiedzieć głośno, że żałuje chwili jej narodzin.
Odrzucona, niechciana, skostniała wewnątrz. Dziewczyna poczuła się zdeterminowana jak nigdy wcześniej.
Ogień owinął pieszczotliwie palce Chandry, otulił nadgarstki i przedramiona. Stopił się w jedno z jej ciałem, ubraniem, nie robiąc krzywdy. Wypchnęła go delikatnie do przodu, aż zajęła się ściana i dach najbliższego budynku. Potem powtórzyła to wszystko kilka razy. Wybrała opuszczone chaty na obrzeżach wioski, nie chciała nikogo skrzywdzić, jedynie obronić siebie. Nie mogła zdawać sobie sprawy z konsekwencji… Nie mogła!

Była bezradna wobec armii, która przybyła zmieść jej wioskę z powierzchni ziemi. Choć piromantka walczyła wściekle, nie mogła uratować nikogo. Ani swojej rodziny, ani sąsiadów. Zapłacili wysoką cenę za pożar, który wywołała. Przysłani przez pobliską świątynie żołnierze byli świetnie wyszkolonymi zawodowcami. A ich zadanie brzmiało: zabić ludzi skalanych magią ognia. Kapłani uznali, że tak rozległych zniszczeń nie mógł dokonać jeden mag.
Chandra, ukryta w cieniu budynków, słyszała, jak odczytują wyrok.
Tych, których nie dosięgły miecze lub włócznie, strawił dziki, nienasycony ogień, którym otoczyła się w odpowiedzi na próbę schwytania. Jednak ich było wielu, a ona jedna, przepełniona żalem i bólem. W końcu udało się im ją złapać, przycisnąć do jej szyi ostrze miecza. Na skórze zawisła kropelka krwi, Chandra dyszała ciężko, brudna i obolała, a kiedy już miała umrzeć, żar jej duszy wybuchł iskrą.

Tak, podobnie jak wielu innych przed nią i po niej, Chandra odkryła w sobie iskrę Wędrowca, pozwalającą jej na przenoszenie się między równoległymi światami. Nie była odmieńcem, wyrzutkiem albo potworem, ale utalentowaną czarownicą ognia.
Rzeź naznaczyła Chandrę. Spopieliła jej zdolność odczuwania współczucia, naruszyła tę delikatną równowagę emocji. Zmieniła dziewczynę w żywioł. Ogień na stałe wypełnił jej żyły, otaczał aureolą jej włosy, stopy i dłonie. Był przy niej, a ona była tym żarem i gorącem.

Kiedy Jace Beleren przyłożył chłodną dłoń do czoła Chandry, przypieczętowując jej przegraną, poczuł gorąco, które jednak nie mogło zrobić mu krzywdy. Zmęczył dziewczynę magią iluzji, które – choć rozpadały się pod wpływem wściekłych ataków – odradzały się z jego magii bez końca. Teraz plótł wokół niej paraliżujący czar, odbierający możliwość ruchu, hamujący wolę. Jednocześnie to samo zaklęcie, na wskroś przesiąknięte magią powietrza i wody, otworzyło przed Jacem drogę do umysłu Chandry. Klęczała przed nim, łzy płynęły po jej bladych policzkach, płonące dotąd rude włosy, zgasły. Zwisały wokół jej twarzy, wiły się na ramionach i karku, nieczesane od dawna. W umyśle czarodziejki także panował bałagan. Tak wielki, że Beleren zastanawiał się, jakim cudem w ogóle funkcjonowała. Wyglądało to tak, jakby ktoś schwytał żywy ogień, a następnie wtłoczył go między ludzkie myśli. Chandra była jak pożar, jak żądza.
W końcu cofnął palce, wiedząc, że gdyby dotykał jej i tych myśli sekundę dłużej, spłonąłby, a ona razem z nim.

1 komentarz:

  1. Ładnie uchwyciłaś jej charakter. Uparta i zawzięta, ale jak to w twoim tekście widać, był w jej zachowaniu jakiś rozsądek.
    Zdecydowanie jedna z moich ulubionych Planeswalkerek :)

    OdpowiedzUsuń

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.