02.07.2012

Ater



To mój starszy tekst, w dodatku ściśle związany z uniwersum serii Zmierzch. Poniższą grafikę stworzyłam sama za zgodą autorów wszystkich elementów składowych. 





Myśliwy jeszcze ma broń i trzyma smycze,
Lecz las jest nasz i łąki też są nasze.
Wilk wolny wyje, na smyczy pies skowycze,
I bać się musi i swoich braci straszyć.1

***

– Nie powinnaś przychodzić tu sama – powiedział Jacob, kładąc dłonie na drżących ramionach żony. Kobieta wysunęła się delikatnie z jego uścisku i usiadła w korzeniach jednego z otaczających polanę drzew. Splątane pasma brązowych włosów zasłoniły zapłakaną, bladą twarz, ale szept był wyraźny i głos Belli brzmiał pewnie:
– On kochał to miejsce, musiałam tu przyjść.
– Wiem. Martwi mnie tylko, że starasz się uporać z tym wszystkim sama. Zadręczasz się niepotrzebnie – mówił cicho. – Mogę zostać? – zapytał po chwili. Uniosła głowę i uśmiechając się przez łzy, poklepała trawę obok siebie.
– Myślę, że on też by tego chciał. W końcu był także twoim przyjacielem. – Z westchnieniem ulgi oparła policzek o ramię Jake'a i pozwoliła swoim myślom płynąć swobodnie.

***

Renée trzymała w objęciach czterotygodniowe niemowlę, które zasypiało powoli, dając młodej mamie chwilę wytchnienia. Usiadła w bujanym fotelu i jęknęła, gdy coś w jej plecach strzyknęło. Miała wrażenie, że opuchnięte łydki zaraz eksplodują, a obolałe ręce odpadną. Zaklęła cicho, czując plamiące przód bluzki mleko. To, co miało być spełnieniem marzeń, snów i bajką jej życia, okazało się wycieńczającym koszmarem bez szans na przebudzenie.

Kiedy poznała Charliego, dziewczynie zakręciło się w głowie – jakby Dzwoneczek obsypała cały pokój magicznym pyłkiem – Renée niemal unosiła się w powietrzu, a motyle zaczęły tańczyć walca w jej brzuchu. Młody policjant uwiódł ją swoim spojrzeniem, niedostępnością i tajemniczością. Trzymał się na uboczu i, sącząc piwo, obserwował ludzi. Jak wiele z jego wizerunku wykreowała sama, opierając się na idealnej fabule historycznych romansów, okazało się już po ślubie. Jej milczący, czarny rycerz nie szeptał o pięknej miłości. Nie obsypywał małżeńskiego łoża płatkami kwiatów, nie pisał poematów i nie umiał zaśpiewać czysto nawet dwóch wersów prostej kołysanki. Nie miała wątpliwości, że kocha ją i Bellę, ale dążyła do czegoś innego – rozmijała się z mężem w połowie drogi do swoich marzeń.

Drzwi wejściowe trzasnęły cicho, ale na szczęście nie obudziły dziecka. Słyszała szczęk zamka, kiedy Charlie schował pistolet w szufladzie. Zaszeleściła odwieszana do szafy kurtka, skrzypnęła szafka na buty, a po chwili mężczyzna wszedł do pokoju. Uśmiechnął się nieśmiało i przeczesując włosy palcami, ucałował Renée w czubek głowy.
– Jak wam minął dzień? – szepnął.
– Dobrze – odpowiedziała, siląc się na łagodny ton i sztuczny uśmiech.
– Co jest na obiad? – zapytał grzecznie.
– Och! Zapomniałam! Przepraszam – załkała, a Bella natychmiast otworzyła oczy i wykrzywiwszy drobne usteczka, zaczęła głośno płakać. Mężczyzna zbladł i wycofał się z pomieszczenia – jego również przerastała ta sytuacja. To wszystko, co w charakterze kobiety fascynowało i intrygowało podczas randek, na co dzień tylko przeszkadzało. Co trzy dni wpadała do nich Sue Clearwater i wtedy było odrobinę lepiej, ale proza życia coraz bardziej odsuwała parę od siebie, a niedospanie i przemęczenie zaostrzały napiętą sytuację.

Zaciskając usta tak, że utworzyły wąską kreskę, Charlie zaczął przeglądać szafki i spiżarnię. W końcu sięgnął do kartki z telefonami, powieszonej na lodówce i zadzwonił do lokalnej pizzerii – Marie przywitała go uprzejmie i zapytała, czy dostawca ma przywieźć to, co zwykle. Małe rytuały tworzące codzienność rodziny Swanów. Dziecko kwiliło cicho za ścianą, Renée pociągała nosem, chodząc wokół pokoju, a Charlie zastanawiał się, ile jeszcze wytrzyma.

***

Pewnego dnia dom był pusty, a na stoliku w salonie leżała koperta z listem i papierami rozwodowymi. Przez moment czuł strach, żal i ulgę, której się wstydził. Usiadł na kanapie, po czym oparł czoło na drżących od natłoku emocji dłoniach. Walczył ze sobą, by po chwili pozwolić sobie na słabość i ciche, męskie łzy.

Renée nie utrudniała mu kontaktu z córką – nie zdążyli znienawidzić się na tyle, żeby traktować dziecko jak kartę przetargową. Właściwie, dzięki temu, że kobieta odeszła po cichu i bez awantur, stworzyli normalną relację, opartą na sympatii i szacunku ze szczyptą sentymentu. Charlie starał się nie rozmawiać o rozwodzie, żeby uniknąć plotek – nie chciał, by prześladowały go szepty i spojrzenia ludzi. Tylko Billy'emu powiedział prawdę – dla innych przywdział maskę uprzejmej obojętności.

Decyzja o rozstaniu nie była prosta. Kosztowała dwudziestoletnią dziewczynę wiele nieprzespanych nocy – spędzała je, siedząc na bujanym fotelu, przy łóżeczku Belli. Kiedy spoglądała na maleńką twarzyczkę i drobne paluszki zaciśnięte w piąstki, chciała uratować pozory rodzinnej idylli dla córeczki, ale szybko zrozumiała, że utknęła w pułapce. Dziewczynka miała trzy miesiące, gdy zaczęli się sprzeczać o drobiazgi. Renée krzyczała, Charlie mówił spokojnie i cicho, żeby po chwili wyjść z pomieszczenia, a w końcu z domu. Poddawał się, gdy ona oczekiwała, że będzie walczył. Patrzyła na jego łagodną twarz, kiedy kołysał niemowlę do snu i zastanawiała się, czy mała kiedykolwiek jej wybaczy. Czy kiedyś zrozumie, że rozstając się z jej ojcem, ratowała dzieciństwo Isabelli i własne szczęście?

***

– Mamo, czy mogę zadzwonić do tatusia? – spytała sześcioletnia Bella, ściskając w dłoni pluszowego pieska, którego dostała od Charliego na ostatnie urodziny.
– Oczywiście, maleństwo. Już teraz, czy po obiedzie? – Renée właśnie szykowała pieczonego kurczaka z ziołami i zerkała na córeczkę stojącą w wejściu do kuchni. Dziewczynka przypominała swoją babcię – miała ogromne brązowe oczy i długie rzęsy, delikatny nos i urocze dołeczki w policzkach, gdy się uśmiechała.
– Teraz, mamo – odpowiedziała sześciolatka. – Proszę – dodała po chwili, przypominając sobie to, co matka mówiła jej o manierach odpowiednich dla małych księżniczek.

– Tato, to ja, Bella – mówiła cicho i niepewnie.
– Witaj, rybko. Co u ciebie? – Charlie pocierał dłonią obolały kark.
– Ater pyta, kiedy do nas przyjedziesz. – Ściskała maskotkę coraz mocniej.
– Rybko, rozmawialiśmy już o tym. Przyjedziesz do taty na wakacje. – Musiał być cierpliwy i wyrozumiały, chociaż mała męczyła go tymi samymi pytaniami kolejny raz w tym tygodniu.
– Ale mamy dopiero kwiecień! Ja chcę już! – Dziecięcy głosik zadrżał.
– Bello, nie dam rady. Nie dostanę urlopu, a mama zaczęła nową pracę i nie może cię przywieźć – powiedział spokojnym głosem. W słuchawce usłyszał chlipnięcie, a po chwili słowa, które przyprawiły go o drżenie rąk.
– Nienawidzę cię! Ty już nie chcesz mnie widzieć! – wykrzyczała i odłożyła słuchawkę.

Renée oddzwoniła do Charliego, przepraszając za zachowanie Belli. Domyślała się, jak bardzo mogły go zaboleć oskarżenia córki. Oczywiście udawał, że wszystko jest w porządku i poprosił o przekazanie małej buziaków na dobranoc. Znów zamykał się w swojej skorupie, a bez możliwości popatrzenia mu w oczy, nie miała szans, żeby go z niej wydobyć – westchnęła. Powtórzyła przeprosiny, wymamrotała kilka banałów na pożegnanie i zakończyła rozmowę. Musiała jeszcze przygotować deser i zmierzyć się z dąsami stęsknionej dziewczynki, która, podobnie jak jej tata, uwielbiała chować się w świecie własnych myśli.

***

Dziesięcioletnia Bella nieśmiało podeszła do siedmioletniego Jacoba i wyciągnęła swoją wątłą rękę w jego kierunku. Chłopczyk wyszczerzył się, tym samym ukazał światu braki w swoim mlecznym uzębieniu. Uścisnął bladą dłoń, a następnie potrząsnął nią za mocno.
– Jestem Jake, a ty?
– Bella – wyszeptała, a potem spuściła głowę i skrzyżowała nadgarstki za plecami.
– Masz ochotę na zabawę w "chowanego"? – zaproponował, natychmiast przejmując całą inicjatywę. W odpowiedzi mruknęła coś pod nosem i skinęła nieznacznie głową.
– Ponieważ jesteś dziewczyną, zaczynasz, a ja policzę do stu i będę cię szukał. – Zmieszanie Belli nie robiło na nim wrażenia.

– Tato, Rachel i Rebecca pożyczyły mi książkę o wilkach – oznajmiła od progu.
– Świetnie, ale zanim siądziesz do czytania, musisz umyć ręce i zjeść obiad. – Charlie doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że nie oderwie Belli od nowej, ciekawej lektury.
– Ale tatoooo! – Zaczęła marudzić w typowy dla niej sposób.
– Bez dyskusji, Isabello. – Uciął rozmowę, zanim jego mała księżniczka zdoła wejść mu na głowę i zacznie wykorzystywać męskie, miękkie serce. Kiedy zerknął na nią przez ramię, pokazała mu język, ale zanim zdążył się odwrócić, już pobiegła do łazienki. Na kuchennym stole zostawiła książkę. Jej okładkę zdobił piękny portret wilka. Tytuł przyciągnął wzrok mężczyzny i Charlie mimowolnie przeczytał pierwszą stronę, czując nieprzyjemny dreszcz na plecach.

As the full moon rises in the winter sky, Gray Wolf goes hunting. He is restless. He has lost his mate to a man's steel trap.

Kiedy księżyc w pełni pojawia się na zimowym niebie, Szary Wilk wyrusza na polowanie. Jest niespokojny i podenerwowany. Stracił swoją towarzyszkę we wnykach kłusowników.2

Odłożył Oczy Szarego Wilka na blat i starając się zignorować niepokój, zaczął odgrzewać wczorajszą pieczeń.

***

– Leah, zrobisz coś dla mnie? – Bella zbierała się na odwagę przez ostatni tydzień i w końcu zadała pytanie.
– Zależy co. – Oczy Indianki rozbłysły ciekawością.
– Zaniesiesz Jacobowi ciasteczka, które upiekłam? – Policzki dwunastolatki pokryły się rumieńcem. Z ledwością zdołała wykrztusić kolejne słowa. – Proszę, tylko nie mów mu, że to ode mnie. Nie powiesz, prawda?
Leah wykrzywiła się złośliwie, ale kiedy spostrzegła, że przyjaciółka płacze, postanowiła nie żartować sobie z jej uczuć. W końcu sama była kompletnie zakochana w Samie Uleyu i jako rok starsza umiała zrozumieć powagę sytuacji. Położyła rękę na bladym ramieniu Belli i powiedziała:
– Przysięgam na mojego brata, że nikomu nie powiem i oczywiście dostarczę ciasteczka, ale ty zapleciesz mi włosy tak, jak ostatnio, co?
– Jasne! Jeśli chcesz, nauczę cię, jak to się robi i będziesz mogła sama je tak układać. – Uśmiech dziewczynki i dziwny blask w brązowych oczach kontrastowały z łzami zaschniętymi na twarzy.

Jake wyszedł na werandę domu i ze zdziwieniem dostrzegł niewielki woreczek z lnu leżący na poręczy. Podszedł do niego i otworzył wiszącą na wstążeczce karteczkę – zaskoczył go napis. Ktoś zostawił mu prezent.

Dla Jacoba od Tajemniczej Osoby.

Urodziny miał dopiero jutro, ale i tak uśmiechnął się szeroko. Na wszelki wypadek postanowił jednak zapytać tatę, czy może przyjąć podarunek. Billy roześmiał się głośno, kiedy zobaczył ciasteczka i płócienne opakowanie. Charlie mówił mu o wypiekach Belli sprzed kilku dni, a Sue pochwaliła zainteresowanie dziewczynki krawiectwem. Postanowił jednak nie zdradzać tajemnicy panny Swan. Zadzwonił do swojego przyjaciela, kiedy ten był w pracy i opowiedział mu o tym, jak Jake od kilku dni usiłuje rozwiązać wielką zagadkę owsianych ciasteczek z czekoladą. Śmiali się obaj, a Black pomyślał, że mała wnosi wiele dobrego w szarą egzystencję zamkniętego w sobie policjanta.

***

Bella czekała na dzień swoich piętnastych urodzin z niecierpliwością. Wierzyła, że tata dotrzyma słowa, a mama da się w końcu przekonać. W domu nie było jednak nikogo, a na kuchennym stole czekały naleśniki z sosem czekoladowym. Normalna sobota, jak każda inna. Dziewczyna westchnęła i zwiesiła głowę. Miała nadzieję, że dobre oceny i porządek w pokoju pomogą przekonać mamę do jej największego marzenia, ale wyglądało na to, że i tym razem się nie udało. Zanim zdążyła usiąść przy stole, zadzwonił telefon. Podniosła słuchawkę i powiedziała:
– Bella Swan, słucham?
– Wszystkiego najlepszego, kochanie. – Renée brzmiała entuzjastycznie. – Ubierz się wygodnie i podejdź na dwunastą do mojej pracy, dobrze?
– Gdzie idziemy, mamo? – dociekała jubilatka.
– Bello, chyba nie myślisz, że ci powiem? To niespodzianka, głuptasku. Tylko się nie spóźnij. – Głos kobiety drżał od powstrzymywanego śmiechu.
– Do zobaczenia, mamo. – Znów wróciła nadzieja, że jednak uda się w tym roku.
– Pa, słońce. – Trzasnęła odkładana słuchawka.

Charlie długo rozmawiał ze swoją byłą żoną na temat prezentu dla Belli z okazji piętnastych urodzin – oboje wiedzieli, o czym marzy ich córka, ale taka decyzja nie mogła zostać podjęta pochopnie. W końcu uznali, że tak rezolutna i odpowiedzialna nastolatka podoła podstawowej opiece nad odpowiednim psem. Korzystając z kontaktów służbowych, komendant Swan wybrał dla niej owczarka belgijskiego odmiany Groenendael, po doskonałych rodzicach, i wysłał szczeniaka na pełne szkolenie z zakresu posłuszeństwa do jednego z najlepszych trenerów układających psy policyjne. Tutaj beztroska, pośpiech i sentymenty mogły, w przyszłości, skończyć się ogromnymi kłopotami, więc na bieżąco informował Renée o postępach Atera. Opisywał komendy, rodzaje nagradzania i karcenia. Omawiał sposób i godziny karmienia. Relacjonował codzienne treningi, podejście psa do innych zwierząt, obcych ludzi, hałasów. I chociaż nigdy nie powiedział tego głośno, miał nadzieję, że obecność psa wzmocni pewność siebie Belli i wyciągnie dziewczynkę ze skorupy, w której, podobnie jak on sam, usiłowała się chować.

***

– Ater, to jednak nie był sen! – wykrztusiła wzruszona, głaszcząc delikatnie kark psa. – Kocham cię – szepnęła, wstając z podłogi. Przeciągnęła się, ziewnęła i zrobiła kilka skłonów. Chociaż była niedziela, wstała przed siódmą, żeby zabrać swojego czworonoga na spacer. Nigdy wcześniej nie czuła się tak szczęśliwa z powodu niewyspania i zakładania na siebie starego dresu.

Renée w pełni rozumiała, czemu Charlie wybrał akurat tego szczeniaka. Mimo młodego wieku, był cierpliwy, łagodny i posłuszny. W jego oczach błyszczała niczym niezmącona radość życia i kobieta nie potrafiła mu się oprzeć. Bella, kiedy zobaczyła ojca z pięknym, czarnym owczarkiem przy nodze, zaczęła piszczeć. Jednocześnie krztusiła się i płakała ze śmiechu. Ater patrzył na te popisy lekko zdziwiony, ale zamerdał delikatnie ogonem i rozluźnił się, gdy jubilatka opanowała emocje i podeszła, wyciągnąwszy dłoń przed siebie. Pies ostrożnie polizał drobne palce i zapoznał z ich z zapachem. Wydawało się, że między nastolatką a psem zaiskrzyła jakaś ledwo dostrzegalna magia, która związała ich losy ze sobą.

– Ater, równaj – powiedziała Bella, widząc nadbiegającego sąsiada. Skinęła mężczyźnie głową, a on pomachał jej, patrząc zaciekawiony na czarnego, długowłosego psa, idącego przy nodze dziewczynki. Kiedy minęli pana Moore'a, Bella pochwaliła wylewnie zwierzę i podała mu smakołyk. Cały wczorajszy dzień spędziła, rozmawiając z tatą o swoich nowych obowiązkach i postanowiła wywiązywać się z nich sumiennie już od pierwszego samodzielnego spaceru.

– Mamo, odłożyłam z kieszonkowego dwadzieścia dolarów, zabierzesz mnie do sklepu zoologicznego? – Bella zapytała kilka tygodni po urodzinach.
– Możemy pojechać, ale co chcesz kupić? – dociekała Renée.
– Smakołyki dla Atera, nową piłkę i chciałabym rozejrzeć się za szelkami dla niego. – Wydawała się tak podekscytowana, jakby chodziło o wycieczkę do wesołego miasteczka. Kobieta przewróciła oczami, delikatnie się uśmiechnęła i poszła po kluczyki do samochodu.

– Leah, nie uwierzysz! Ater nauczył się kłaniać i robi slalom wokół moich nóg! – Bella krzyczała do słuchawki. Dziewczynka zamęczała psimi opowieściami każdego, kto wykazywał choćby cień zainteresowania. Zaprzyjaźniła się też z dwoma chłopcami z sąsiedztwa, którzy mieli golden retrivera i odtąd chodzili na większość spacerów razem. W grudniu poprosiła o wypisanie jej ze szkoły tańca – nigdy nie przepadała za lekcjami, a teraz każdą wolną chwilę chciała poświęcać psu. Mimo upływu czasu, nie malał jej entuzjazm wobec Atera. Nie skarżyła się na wcześniejsze pobudki i dodatkowe odkurzanie dywanów. Kieszonkowego nie wydawała na słodycze ani modne gadżety – zbierała najpierw na piękne skórzane szelki, potem na smycz do kompletu. Na Gwiazdkę poprosiła o sakwy, w których pies sam mógłby nosić swoje rzeczy podczas dłuższych spacerów. Cały wolny od szkoły i nauki czas poświęcała na ćwiczenie nowych komend w ogródku i szukanie kolejnych terenów, idealnych, żeby spuszczać Atera ze smyczy. Renée wplątywała palce w czarną sierść i dziękowała niebiosom za to, że z każdym merdnięciem psiego ogona oczy Belli błyszczały coraz bardziej. Jakby nastolatka w końcu odnalazła to, co zgubiła dawno temu.

***

– Mamo, tak będzie lepiej. Nie kłóć się ze mną, proszę – powiedziała spokojnie.
– Ale przecież ty jesteś... – Głos kobiety załamał się pod wpływem strachu.
– Nie, mamo. Nie jestem już dzieckiem. Mam siedemnaście lat, a ty powinnaś ułożyć sobie życie – stwierdziła.
– Ale, ale... Ale ty jesteś moim dzieckiem! – wykrzyknęła rozpaczliwie.
– Jestem i zawsze będę twoją córką, ale Charlie nie widzi problemu, żebym spędziła z nim ostatni rok liceum. Poradzimy sobie, a ty będziesz mogła spokojnie podróżować z Philem. – Ostatnie zdanie wyraźnie zaakcentowała.
– Jesteś pewna? – Renée niemal płakała.
– Jak nigdy wcześniej. Niczego. – Bella czuła się dorosła i odpowiedzialna, a jednocześnie pełna obaw przed tym, co przyniesie przyszłość.

– Tato, mama w końcu ustąpiła – szepnęła do słuchawki.
– Jesteś pewna, że tego chcesz? – zapytał Charlie.
– Nie, ale uważam to za jedyne rozsądne wyjście – odpowiedziała szczerze. – Przygotowałeś kojec dla Atera? – upewniła się, gdy zaległa między nimi tak typowa dla komendanta cisza.
– Tak, jutro z Harrym postawimy budę. – Mężczyzna chrząknął cicho.
– Dziękuję, tato. To do zobaczenia – Bella odłożyła słuchawkę, po czym usiadła na łóżku i zaczęła wpatrywać się w okno. Nawet nie zwróciła uwagi, kiedy pies zwinął się w kłębek na jej stopach.

Renée czuła ogromne wyrzuty sumienia, ale musiała przyznać, że coraz gorzej znosiła ciągłą rozłąkę ze swoim mężem. Tym razem dobrze przemyślała sprawę małżeństwa – bogatsza o doświadczenia, weszła w nową relację ostrożnie i z dystansem, starając się zostawić ideały za drzwiami restauracji, kina czy opery. Kiedy pierwszy raz mężczyzna poprosił, by dopingowała go na meczu, nie potrafiła mu odmówić, chociaż nigdy nie interesowała się sportem. W zupełnie naturalny sposób ich różnice uzupełniały się w codziennym życiu, pozwalając parze zaprzyjaźnić się ze sobą, zakochać, a przede wszystkim porozumieć. Ślub był tylko kwestią czasu. Niestety, drużyna bejsbolowa, która zaproponowała Philowi kontrakt, zastrzegła w nim, że zawodnik musi być w pełni dyspozycyjny i mobilny, co wiązało się z wieloma, nierzadko dalekimi, wyjazdami. Renée z początku dzielnie znosiła tęsknotę, ale z czasem zaczęła gorzej sypiać, mniej jeść i denerwować się każdym drobiazgiem. Bella nie potrafiła na to spokojnie patrzeć i zdecydowała, że ukończy szkołę średnią w Forks, pod czujnym okiem taty – policjanta.

***

Ater dochodził do siebie po podróży samolotem, a Bella rozpakowywała swoje torby. Miała jedną niedzielę na szybką aklimatyzację i oswojenie się z tym, że spędzi w małej, szarej mieścinie trochę więcej czasu, niż pół wakacji. Nie wiedziała, jak dziękować Charliemu za furgonetkę, którą kupił dla niej na urodziny i za ogromny, zadaszony kojec dla psa. Kiedy zobaczyła budę, zapytała, czy to jej nowy pokój. Ojciec roześmiał się nerwowo i zawstydzony, potarł ręką kark. Poklepała go po ramieniu i stwierdziła, że nie widziała nigdy, żeby ktoś tak się postarał dla zwierzęcia.
– To członek rodziny – odpowiedział, powodując, że słodkie ciepło rozlało się w okolicach jej serca.

***

– Myślę, że Forks to dobry wybór. – Carlisle popatrzył na swoją rodzinę z wyczekiwaniem. Wszyscy skinęli głowami. – Esme zostanie w domu, ja mam już zagwarantowaną posadę w miejscowym szpitalu, a wy, jeśli chcecie, możecie iść do liceum – kontynuował, patrząc na Emmetta, Rose, Alice, Edwarda i Jaspera. Na tym ostatnim zawiesił spojrzenie na dłużej, bo dla niego była to najtrudniejsza decyzja i największe wyzwanie. Tylu ludzi, stłoczonych na korytarzach i siedzących w klasach – kusząco pachnąca krew na wyciągnięcie ręki.

Społeczność małego miasteczka przyjęła rodzinę Cullenów z uprzejmą rezerwą. Podświadomie każdy mieszkaniec czuł, że powinien trzymać się jak najdalej od chorobliwie bladych, pięknych ludzi o złotych tęczówkach.

Jak długo drapieżnik może walczyć z własną naturą? Jak długo bestia trzymana na uwięzi może być uległa? Jak długo da się oszukiwać głód krwi?

***

Pierwszy dzień w nowej szkole był dla Belli męczący i stresujący. Stanowiła swego rodzaju atrakcję, a przebywanie w centrum uwagi tylu osób doprowadziło ją do migreny. Ledwo zapamiętywała kolejne imiona i twarze. Jednak to, co wydarzyło się na przedostatniej lekcji, wyprowadziło dziewczynę z równowagi. Nie dość, że musiała użerać się z nachalnym nadskakiwaniem Mike'a Newtona, to jeszcze jej sąsiad z ławki sprawiał wrażenie co najmniej niezrównoważonego. Zwróciła uwagę, jak kurczowo zacisnął pięści, kiedy usiadła obok niego – przestraszyła się nie na żarty, widząc ściągniętą twarz chłopaka i żałowała, że nie ma z nią Atera. Przez chwilę myślała, że rudowłosy idol większości uczennic rzuci się jej do gardła, ale gdy profesor rozpoczął lekcję, młody Cullen skupił całą uwagę na temacie. Bella odetchnęła z ulgą i próbowała zignorować to, że usłyszała coś, co brzmiało jak ciche warknięcie.

***

– Edwardzie, co to miało znaczyć? – Alice wyglądała na przerażoną i niepewną. Jasper zerknął w kierunku prowadzącego samochód rozczochranego mężczyzny, ale nie odezwał się ani słowem. Po raz pierwszy tyrada na temat narażania bezpieczeństwa rodziny nie dotyczyła jego i nie umiał się tym nie cieszyć, jednocześnie współczując swojemu bratu.
– Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Jej zapach mnie opętał. – W spojrzeniu, jakie posłał blondynowi, nie było wyrzutu, chociaż doskonale słyszał wszystkie jego myśli. – A najgorsze, że nie mogłem przebić się przez mur, którym otoczyła swój umysł. To obudziło we mnie łowcę i drapieżnika.
– Gdyby okazało się, że jest tak samo pusta i głupia jak reszta panienek jej pokroju, byłoby ci łatwiej? – spytał Jasper, a w jego głosie pobrzmiewała czysta ciekawość.
– Myślę, że tak. Ale muszę się uspokoić i koniecznie porozmawiać z Carlislem.
– Rozmowa nie zaszkodzi. Polowanie również – stwierdziła sucho Alice, zapatrując się w przestrzeń.

– To wszystko komplikuje, synu. Według pierwotnego planu mieliśmy tu zostać pięć lat. – Edward cenił w swoim stwórcy szczerość – to, co mówił, w pełni odzwierciedlało jego myśli.
– Przepraszam – zaczął niepewnie.
– Nie masz za co. Musimy postanowić, czy warto ryzykować... Zawsze możemy skorzystać z zaproszenia klanu Denali i zniknąć na pokolenie lub dwa. Przyznaję, że nie spodziewałem się takiego obrotu spraw, gdy zamieszkaliśmy w Forks ponad rok temu i to był mój błąd, jako głowy rodziny. – Carlisle skrzyżował ramiona na piersi i zamyślił się na chwilę. Edward nie umiał znaleźć słów na swoje usprawiedliwienie, więc milczał i bezgłośnie błagał niebiosa o wybaczenie.

***

W lesie odpoczywała. Otoczona drzewami, odgłosami zwierząt, przytłoczona zapachami, czuła wyraźnie, jak odpływają stres i zdenerwowanie. Ater biegł kilka kroków przed Bellą, co chwila upewniając się, że właścicielka nie zniknęła, gdy on zajmował się wąchaniem krzaka czy kępki traw. Powoli zachodziło słońce i cienie wydłużały się złowieszczo, co przywodziło na myśl sceny z horrorów klasy D. Dziewczyna zachichotała cicho na tę myśl. Śmiech uwiązł jej w gardle, gdy między drzewami zamajaczyła nagle ludzka sylwetka. Ater zjeżył sierść i pobiegł do przodu, szczekając głośno i warcząc. W pierwszym momencie była tak przestraszona, a jednocześnie zszokowana zachowaniem psa, że nie mogła wydobyć z siebie głosu. Wszystko trwało ułamki sekund. Automatycznie sięgnęła po wiszący na szyi gwizdek i dmuchnęła w niego trzy razy – nie chciała ryzykować, że pies się nie odwoła i skorzystała z komendy awaryjnej. Ater zastrzygł uszami, a następnie zawrócił w stronę Belli. Usiadł przy lewej nodze dziewczyny wyjątkowo niechlujnie, zerkając cały czas w kierunku, skąd nadchodził nieznajomy. Przez moment pomyślała, że to jej wątpliwie uroczy, ale ordynarnie przystojny kolega z lekcji biologii, jednak skarciła się w duchu za popadanie w paranoję. Zapięła psu smycz i skręciła na ścieżkę prowadzącą do domu. Zerknęła za siebie kilka razy, ale nikogo nie dostrzegła, a Ater wyglądał na odprężonego oraz pewnego. Po raz pierwszy ten niemal idealny pies zachował się nieprzewidywalnie – po części usprawiedliwiało go to, że stanął w obronie właścicielki, ale Bella znała przepisy aż za dobrze – gdyby coś takiego wydarzyło się przy świadkach, mogłaby dostać mandat i narobić Charliemu ogromnych kłopotów. Kiedy opadła adrenalina, przypomniała sobie, jak groźnie brzmiało ujadanie Atera. Ze zjeżoną sierścią, napięty, z wyszczerzonymi kłami wyglądał jak potwór, a nie udomowione i oswojone zwierzę. Przez chwilę poczuła się nieswojo. Gdy pies odwrócił się w jej stronę i popatrzył na nią tym samym mądrym wzrokiem, co zawsze, uznała, że każdemu może zdarzyć się gorszy dzień, a jej owczarek miał za sobą stresującą podróż i pół dnia nic nie robienia, kiedy ona starała się odnaleźć w nowej szkole.

Weszła do domu kuchennymi drzwiami, powiesiła kurtkę i smycz na wieszaku, umyła ręce w kuchni oraz nalała wody do psiej miski. Charlie krzyknął z salonu:
– Wszystko ok, drużyno?
– Tak, tato – odpowiedziała, uznając, że nie ma potrzeby denerwować ojca urojeniami jej nadwyrężonej wyobraźni. Pogłaskała Atera po karku, po czym skręciła na korytarz.
– Jestem zmęczona. Położę się już. Dobranoc, tato – wyrzuciła z siebie na jednym wydechu, trzymając się ręką futryny. Charlie przyciszył telewizor i odkręcił głowę w stronę córki.
– Dobranoc, śliczna. – Uśmiechnęli się oboje.

Bella zdecydowała, że dziś nie ma siły na więcej niż szybki gorący prysznic. Pobieżnie umyła zęby, naciągnęła na siebie stary podkoszulek z rysunkiem wilka i czarne szorty, nie kłopocząc się rozczesywaniem mokrych włosów. Przeszła do swojego pokoju, zamknęła cicho drzwi i uchyliła okno. Pewna, że nastawiła budzik w komórce na tryb codziennych pobudek o szóstej, wślizgnęła się pod kołdrę.

Kiedy Charlie szedł do łazienki, zwrócił uwagę na zwiniętego na spoczniku schodów Atera – pies wyglądał jakby spał, ale dla wprawnego oka oczywisty był fakt, że czuwa, napięty i niespokojny. Nie było to normalne zachowanie tego nad podziw łagodnego owczarka belgijskiego, ale stres po podróży mógł zachwiać delikatną, wewnętrzną równowagą zwierzęcego świata. Kilka dni i wszystko powinno wrócić do normy.

***

Edward czuł się chory. Wspomnienie przypadkowego spotkania w lesie przyprawiało go o dreszcze – prawie rzucił się na jej psa, który, wyczuwając zagrożenie, stanął w obronie swojej właścicielki. Edward wykorzystał moment, kiedy zagwizdała na zwierzę, żeby odwrócić się i popędzić w kierunku domu. Nie mógł się uspokoić. Wszędzie w powietrzu unosił się zapach jej ciała oraz truskawkowego szamponu do włosów. Ta woń prześladowała go i zniewalała. Szukał najmniejszych wzmianek o Belli w myślach innych osób. Kiedy widział, jak postrzegają dziewczynę szkolni koledzy, miał ochotę na wszystkich nawrzeszczeć. Wzdrygał się na zakłamanie głupkowatej Stanley i wrogość Mallory. Wyglądało na to, że jedyną szczerą osobą z otoczenia córki komendanta okazała się Angela Weber – coś w sposobie bycia cichej i nieśmiałej nastolatki budziło zaufanie i sympatię.

Skrzywił się, przekraczając razem z rodzeństwem próg stołówki – w jego umyśle wybuchły emocje wszystkich zgromadzonych tam osób. Zachwiał się pod naporem zachwytów zmieszanych z sykiem wrogości. Uśmiechnął się, gdy Jasper pomógł mu zwalczyć w sobie nieprzyjemne uczucie osaczenia. Blondyn rozumiał go lepiej niż ktokolwiek inny. Sam zmagał się codziennie z demonami krwawej, pełnej morderstw przeszłości. Najtrudniej przychodziło mu oparcie się naturalnemu dla wampira instynktowi zabijania ludzi i ssania ich słodkiej, sycącej krwi. Na zwierzęta musiał polować dwukrotnie częściej niż reszta rodziny. Edward niejednokrotnie widział myśli Jaspera, pełne wstydu i obrzydzenia do samego siebie.

Alice złapała się za skronie, opadając na odsunięte wcześniej krzesło. Musieli udawać, że jedzą, oddychają i nie są niemal nieśmiertelni, zmagając się codziennie z palącym gardło głodem. Wampirzyca dodatkowo walczyła z przychodzącymi nagle wizjami przyszłości. Emmett przestał śmiać się z idiotycznego kawału, który sam opowiedział, Rose zmarszczyła brwi, patrząc na Edwarda z wyczekiwaniem. Jasper położył dłoń na kolanie swojej towarzyszki, próbując wyciszyć jej emocje i ból, który powodowały.
– Będziemy mieli gości – stwierdził, niesłyszalnym dla ludzi szeptem, Edward, sondując dokładnie umysł czarnowłosej wampirzycy. – Tanya ma dla nas jakieś istotne informacje – dodał po chwili, a Alice westchnęła i przestała masować blade czoło.
– To w zasadzie dobra wiadomość – stwierdziła, uśmiechając się z entuzjazmem. Jak nikt inny, potrafiła cieszyć się każdym drobiazgiem i wydarzeniem. Zawsze dostrzegała w szklance choćby kroplę wody. Nawet jeśli w istocie to była czyjaś łza.

***

– Cieszę się, że przyjechałeś, Jake. – Bella nie potrafiła ukryć emocji. – Mam nadzieję, że wasza sympatia nie minęła – dodała nieśmiało. Martwiła się również, że to, jak wiele swojego życia wiąże z psem, odstraszy Jacoba, ale on wydawał się nie widzieć żadnego problemu.
– Czym ty go karmisz? Drożdżami?! – skomentował, gdy brunetka zapięła owczarkowi smycz i wyprowadziła go z kojca.
– To złudzenie. Nabrał futra, odkąd więcej czasu spędza na zewnątrz – wyjaśniła dziewczyna, podchodząc do przyjaciela. – Pamiętasz Jake'a, Ater? – zwróciła się do psa, a ten w odpowiedzi zamerdał i obwąchał wyciągniętą w jego stronę dłoń chłopca.
– Cześć, czarny diable! – Jake zaczął tarmosić kryzę samca, gdy ten merdał, popiskując.
– Widzę, że niepotrzebnie tak się tym przejmowałam. Zachowujecie się obaj, jakbyście mieszkali ze sobą od szczeniaka. – Bella zwróciła uwagę na dziwny błysk w oku Blacka, gdy powiedziała to zdanie, ale uznała, że musiało chodzić o coś mało istotnego, skoro się z nią tym nie podzielił.
– Już wiem, gdzie was zabiorę – wykrzyknął Indianin i chwycił wolną dłoń dziewczyny.

Bella wielokrotnie wracała na polanę, którą pokazał jej Jacob – czuła się tam oderwana od rzeczywistości, zrelaksowana i spokojna. Ater uwielbiał to miejsce – jakby wstępowała w niego szczenięca energia. Mógł godzinami biegać za piłeczką – nie miał dość, póki dziewczyna nie chowała zabawki do plecaka. Kiedy nie aportował, leżał przy niej, uważnie wsłuchując się w odgłosy lasu. Charlie ostrzegał ją, że parę lat temu na tych terenach widziano watahę wilków i kilka niedźwiedzi, ale jedyne, co udało się dziewczynie dostrzec, to młoda łania, która natychmiast uciekła, kilkanaście różnych ptaków i setki najróżniejszych owadów – od pięknych motyli po odrażające, długonogie pająki.

***

Nie mógł się od niej uwolnić – poprosił o zmianę planu zajęć, ale to nie pomogło, ponieważ czuł zapach truskawek na szkolnych korytarzach. Mijał się z Bellą na dziedzińcu i parkingu. Obserwował, jak spławia Mike'a Newtona, Crowleya i kilku innych, przekonanych o swoim niepodważalnym uroku, chłoptasiów. Jako jedna z niewielu nie gapiła się na jego rodzinę cielęcym wzrokiem – wyglądało na to, że Edward zrobił na niej niezbyt korzystne pierwsze wrażenia, a dziewczyna była zbyt inteligentna, żeby patrzeć tylko na powierzchowność Cullena.

Po kilku tygodniach nocami zaczął zakradać się w okolicę domu Swanów – nie mógł podejść zbyt blisko, żeby nie obudzić psa, ale w końcu nawet to nie mogło go powstrzymać. Musiał ją widzieć, wąchać, wsłuchiwać w spokojny oddech i głośne bicie serca. Wiele nocy spędził kucając między gałęziami drzewa, sięgającymi do okna sypialni Belli. Kilkakrotnie Ater przywitał go warczeniem dochodzącym z kojca, ale Edward wyraźnie wyczuwał, że zwierzę się go boi – póki nie przekroczył granicy budynku, pies jedynie ostrzegał i straszył.

***

– Bello, poszłabyś ze mną do kina? – Jacob zapytał cicho pewnego wieczora – dziewczyna nie mogła uwierzyć, że ktoś tak pewny siebie może być jednocześnie nieśmiały.
– To zaproszenie na randkę, czy po prostu przyjacielska propozycja? – odpowiedziała, przechylając przekornie głowę.
– A jakbyś wolała? – Nie dał zbić się z tropu.
– Jeśli to randka, muszę włożyć sukienkę. Jeśli wyjście z kumplem, zaproszę też Lee i Setha i wybierzemy się na kreskówkę, którą ostatnio reklamują – rzuciła jakby od niechcenia.
– W takim razie załóż tę zieloną sukienkę od twojej mamy – szepnął, rumieniąc się wyraźnie. Bella uśmiechnęła się delikatnie. W ciągu ostatnich miesięcy znacznie wydoroślał i wcale nie odczuwała, że jest od niej młodszy o prawie trzy lata. Wolała jednak, żeby chłopak zwrócił uwagę na to, co powiedzą jego rodzina i znajomi.
– A koledzy nie będą się z ciebie śmiać, że umawiasz się ze staruszką? I co na to Billy? – Starała się, żeby nie było słychać, jak sama bardzo przejmuje się tym, co myślą o niej ludzie.
– Tak, jasne. Kupię ci na następne urodziny respirator. A tata cię uwielbia – przypominasz mu Sarę... Znaczy mamę – westchnął, odpędzając od siebie smutne myśli. Bella pogłaskała go po policzku i przytuliła.

***

– Edwardzie, uważamy z Esme, że powinniśmy wyjechać z Forks – oznajmił Carlisle, a jego myśli nie pozostawiały żadnych złudzeń.
– Dam sobie radę – sarknął chłopak, patrząc na pyłki kurzu widoczne na staromodnym biurku.
– Jasper powiedział mi o twojej dzisiejszej wycieczce do lasu. Alice niemal zdarła gardło podczas wizji. Rosalie również uważa, że bezpieczniej będzie przeprowadzić się, chociaż miała nadzieję, że zagrzejemy tu dłużej miejsce. Esme się o ciebie martwi, a ja nie umiem ci pomóc. – Rozsądne, wyważone słowa wbijały się w plecy wampira, niczym zdradzieckie sztylety.
– Nie możecie mnie zmusić – syknął, unosząc górną wargę i odsłaniając zęby.
– Nie mamy zamiaru. Chcemy cię o to prosić. Dla dobra rodziny, ale przede wszystkim twojego. – Carlisle splótł dłonie przed sobą.
– Jeszcze nie... Potrzebuję jeszcze trochę czasu. – Dla niej Edward gotów był błagać.

Kiedy wyszedł z gabinetu ojca, schował się w swoim pokoju, włączył muzykę i zaczął wspominać słońce tańczące w kosmykach brązowych włosów – słońce skrzące się na powierzchni jego bladej skóry. Niewiele brakowało, żeby go zobaczyła. Chciał jej wszystko wyjaśnić – wytłumaczyć Belli siebie. Kiedy zrobił kilka kroków w stronę polany, leżący przy niej czarny owczarek belgijski zerwał się natychmiast i zaczął szczekać. Dziewczyna wyraźnie wystraszona przytrzymała psa za obrożę, a Edward uciekł, przepełniony frustracją i złością.

***

– Co sądzisz o umawianiu się z młodszymi chłopakami? – Bella rzuciła pytanie w przestrzeń, a zaskoczona Angela odłożyła książkę do matematyki na stolik i spojrzała na przyjaciółkę z zaciekawieniem.
– Nie wiem. Chyba nie ma w tym nic złego, a czemu chcesz wiedzieć?
– Jacob Black – szepnęła brunetka, czerwieniąc się jednocześnie. Widząc rumieniec uroczo kontrastujący z brązowymi włosami i oczami dziewczyny, nie mogła powstrzymać cichego śmiechu.
– To już na pewno nie widzę w tym nic złego, ale myślę, że powinnyśmy przenieść się z tą rozmową z biblioteki do kawiarni, co ty na to? – zaproponowała, chowając podręcznik do torby.

***

– Słyszeliście? – Jessica zdawała się niemal podskakiwać w miejscu z podekscytowania.
– Co? – Bella była niemal pewna, że woli nie wiedzieć, ale Stanley trudno było spławić, więc wybrała mniejsze zło.
– Cullenowie wyjeżdżają w przerwie semestralnej. Podobno doktorek dostał propozycję pracy w Waszyngtonie. – Taka informacja dla największej szkolnej plotkary stanowiła smakowity kąsek.
– I co w związku z tym? Oni są trochę dziwni, wszyscy. Jakoś nie jest mi smutno, że wyjadą. – Mike skutecznie zgasił jej entuzjazm. Bella wzruszyła ramionami, a Angela nadal rozmawiała z Benem na temat pracy domowej z historii.
– Ignoranci – syknęła Jess i odwróciła się na pięcie. Kiedy za jej plecami znajomi wybuchnęli śmiechem, uniosła dłoń ponad głowę i pokazała im środkowy palec.

Nie pojmował, jak Carlisle mógł mu zrobić coś takiego. Nie tylko zabronił Edwardowi chodzić do szkoły, ale również poinformował całą rodzinę o natychmiastowej wyprowadzce. Idealny, wyrozumiały ojciec, jakim zawsze był blondyn, zdradził zaufanie swojego wampirzego syna. Bestia, uwięziona na wieczność w ciele siedemnastolatka, wyła z wściekłości, ale nie mogła wygrać z wpływem Whitlocka i zimnymi spojrzeniami Rosalie i Emmetta, którzy siedzieli na kanapie, obserwując każdy najmniejszy ruch Edwarda.

***

– Bello, chciałbym cię poprosić, żebyś przyjechała na sobotnie ognisko w rezerwacie, mogłabyś? – Głos Jake'a brzmiał nienaturalnie spokojnie.
– Oczywiście. Powiadomię tylko tatę, żeby wiedział, gdzie jestem – odpowiedziała. – Atera zostawić w domu, prawda? – zapytała.
– Tak, ale tylko ten jeden raz, obiecuję – szepnął słabo.
– Jacob, stało się coś złego? – Dziewczyna nie mogła udawać, że nie słyszy, jak bardzo w ciągu ostatnich trzech tygodni zmieniła się ich relacja.
– Nie, ale... – Zawahał się wyraźnie.
– Ale nie możesz powiedzieć mi przez telefon – dokończyła za niego.
– Tak. Przepraszam. Do zobaczenia. – Wyraźnie akcentował każde słowo.
– Do zobaczenia, Jake – odpowiedziała, odkładając słuchawkę.

***

Nie mogła w to wszystko uwierzyć. Siedziała na łóżku, tuliła do siebie Atera i płakała w psią sierść, szukając ukojenia w jego obecności. Spodziewała się wszystkiego, ale o czymś takim nie pomyślałaby nawet za sto lat. Charlie zapukał do drzwi pokoju, pytając, czy może wejść, ale poprosiła, żeby dał jej trochę czasu dla siebie. Musiała to wszystko jakoś poukładać. Przecież to wciąż był Jacob Black, syn Billy'ego, brat Rachel i Rebecki. Młody, przystojny, zabawny Indianin o długich czarnych włosach oraz zniewalającym uśmiechu. Inteligentny, uroczy śpioch i żarłok. To, że czasem zmieniał się w ogromnego brązowego wilka, nie miało znaczenia, prawda? I to, że z tego powodu bał się z nią spotkać, również się nie liczyło, tak? Próbowała pojąć wszystko, co usłyszała o wpojeniu, prawach i obowiązkach watahy, walce z wampirami. Przymierze między dwoma gatunkami było wyjątkowo kruche, a Bella ze wszystkich sił starała się nie wpaść w histerię. Przez chwilę pomyślała, że zewsząd otaczają ją potwory z najgorszych koszmarów. Snów, w których Edward Cullen pokazywał swoje prawdziwe oblicze. Odruchowo przytuliła się mocniej do Atera, na myśl o tym z kim chodziła do szkoły.

Charlie zadzwonił do Renée, nie mogąc zrozumieć, co tak znacząco wpłynęło na stan Belli. Przez chwilę pomyślał, że to on zawinił. Zasugerował niepewnie, że nastolatce brak wsparcia matki, ale kobieta uświadomiła mu, że regularnie koresponduje z córką. Z ostatnich maili jasno wynikało, że ich pociecha przeżywała wzloty i upadki w relacji z synem Blacka, co wystarczająco tłumaczyło przepłakanie całego wieczoru, a nawet kilku kolejnych. Komendant zbladł zupełnie zdezorientowany, ale został natychmiast poinstruowany, że powinien przygotować nastolatce duży kubek gorącej czekolady i dać dziewczynie spokój. To nie była sytuacja, gdzie tata mógł zdziałać cokolwiek więcej ponad to, nie bez wyraźnego sygnału z drugiej strony. Mężczyzna boleśnie intensywnie uświadomił sobie, że jego mała córeczka właśnie dorasta i nie jest już słodką pięciolatką. Kiedy odłożył słuchawkę, syknął złowrogo o czekającej Jacoba poważnej rozmowie i udał się do kuchni.

Renée czuła wyrzuty sumienia, że jest z daleka od Isabelli, gdy ta wydaje się tak bardzo potrzebować kobiecego wsparcia. Phil zaproponował nawet, że może zawieźć żonę na lotnisko i przy odrobinie szczęścia, przytuliłaby córkę za kilka godzin. Jednak Bella nie poprosiła o odwiedziny, a Renée znała ją na tyle, że nie miała wątpliwości, iż tak właśnie zrobiłaby, gdyby obecność matki mogła cokolwiek zmienić. Charlie w końcu też troszczył się o ich dziecko i była więcej, niż pewna, że nie pozwoli skrzywdzić swojego słoneczka. Może właśnie tego potrzebowali ci dwoje? Szansy na rozmowę?

***

Wymknął się spod ich kontroli i nie zamierzał zmarnować żadnej cennej sekundy. Biegł przed siebie, mijając drzewa o milimetry, przekonany, że musi ją zobaczyć natychmiast. Noc dawała mu szansę, której potrzebował. W oddali zamajaczył niewielki, piętrowy domek – w żadnym z okien nie paliło się światło. Edward pędził przed siebie, gdy nagle usłyszał znajome warczenie, dochodzące z przydomowego kojca. Ater z sierścią zjeżoną na całej długości pleców, z położonymi uszami i uniesionym ogonem, warczał na intruza głucho. Wampir doskonale zdawał sobie sprawę, że kiedy pies zacznie szczekać, obudzi komendanta oraz Bellę. Podjął decyzję w ułamku sekundy. W mroku nocy dało się słyszeć szelest, skrzypnięcie zawiasów, a potem już tylko pisk i trzask łamanych kości.

Jasper i Emmett złapali go za ręce, gdy jeszcze wciąż zaciskał palce na szyi psa – Edward nawet nie zauważył, gdy podporządkowany woli blondyna, został odciągnięty w głąb lasu.
– Coś ty zrobił? – syknął Em, patrząc na Masena z niedowierzaniem.
– Ja? Nie wiem... – Wplótł palce w swoje miedziane, zwichrzone włosy i opuścił głowę.
– Na szczęście oficjalnie wyprowadziliśmy się już kilka dni temu, a ostatnio w okolicy było kilka włamań, ale to i tak... Dziewczyna będzie zdruzgotana. Jak mogłeś? – Jasper bez litości wpędzał go w poczucie winy.
– Ja nie wiem, nie wiem, nie wiem – powtarzał bez przerwy, kiedy prowadzili go w kierunku samochodu.

***

Śmierć Atera spadła na Bellę w sposób, którego nie mogła pojąć. Czuła się jednocześnie zupełnie pusta, pozbawiona emocji, ale też pełna żalu i pretensji. Wciąż, bez przerwy, wspominała twarz Charliego, kiedy nad ranem wpadł do jej pokoju bez pukania i blady, drżący usiłował powiedzieć, że pies nie żyje. Bez trudu dało się określić, że ktoś skręcił mu kark – na szczęście śmierć nastąpiła szybko i zwierzę nie męczyło się niepotrzebnie. Pamiętała, że zbiegła do ogrodu na bosaka, w piżamie – wpadła do kojca, klękając przy zimnym, sztywnym ciele przyjaciela. Wybuchła płaczem w lśniącą, czarną sierść, nie mogąc znieść pustego, zamglonego spojrzenia kiedyś żywych, ciemnobrązowych ślepi. Krzyczała w niebo, niemal tracąc oddech, nie zwracając uwagi, że ojciec przytula ją do siebie i łka cicho. Przeklinała wszystko i wszystkich, żądając niemożliwego. Nie potrafiła ocenić, czy minęły minuty czy godziny. Ocknęła się na kanapie w salonie, z kubkiem ciepłej melisy w dłoniach. Na krześle obok siedziała Leah. Przyglądała się przyjaciółce ze współczuciem i troską. Milczały razem do popołudnia, kiedy przez drzwi wejściowe wpadła Renée – jej zaczerwienione oczy, jak również rozdygotane ręce wskazywały, że zna już całą historię. Indianka wyszła do kuchni w momencie, w którym matka i córka przytuliły się i zaczęły płakać.

***

Mówi się, że to tylko pies. Zwierzę, które nie czuje i nie myśli. Zwierzę, które głupio merda ogonem, szczeka na spadające z drzew liście. Zwierzę, którego włosy znajdujesz pod poduszką, na znoszonym swetrze lub ulubionej kanapce z sałatą i majonezem. Kiedy odchodzi, zabiera ze sobą kawałek duszy i oddaje ci go dopiero za Tęczowym Mostem, w Krainie Wiecznych Łowów – tam, gdzie kiedyś wszyscy się spotkają.

***

Trzy dni później Bella zadzwoniła do Jacoba i poprosiła o spotkanie. Kiedy przyszedł, nie potrafiła zrobić nic ponad wpadnięcie mu w ramiona i rozpłakanie się – ciepło jego ciała koiło ból. Kołysanie uspokajało zszargane nerwy i urywany oddech. Mimo wszystko nadal był to ten sam Jake. Chłopak, który ani razu nie powiedział, że to tylko pies. Przyjaciel, który rozumiał, że na zaakceptowanie straty trzeba czasu. Wilk, który czuł w powietrzu słaby, ale charakterystyczny, mdlący zapach i zastanawiał się, czy warto wyjawiać prawdę.

Charlie nie znalazł żadnych znaczących śladów ani wokół domu, ani w kojcu – nic, co mogłoby pomóc znaleźć sprawcę. Zrezygnował, kiedy córka poprosiła, żeby to zrobił. Mężczyzna czuł wstyd i rozczarowanie, ale Bella uściskała go, a potem szepnęła, że jest najlepszym tatą na świecie.

***

Kiedy zaprosiła go na bal odbywający się z okazji ukończenia liceum, Jacob miał wrażenie, że nie może być szczęśliwszy. Zrozumiał, jak bardzo się myli, gdy na koniec jednej z wolnych piosenek pocałowała go prosto w usta. Znów nauczyła się uśmiechać, choć coś w jej brązowych oczach zmieniło się na zawsze.

Sądził, że odrzuci jego drugą naturę i wpojenie, ale Bella okazała się silną, młodą kobietą. Gdy po raz pierwszy zobaczyła Jacoba jako wielkiego, brązowego wilka, bez wahania wyciągnęła rękę w jego kierunku. Jacob upajał się zapachem truskawek, dziękując Aterowi za przetarcie szlaku dla niego.

Nie wstydził się płakać, kiedy wyjechała na uniwersytet. Żegnali się tak długo, jakby uczelnia była na drugim końcu świata, ale nie umieli inaczej. Ich młodzieńcze, żarliwe zauroczenie przeszło zwycięsko również tę próbę. Widywali się co kilka tygodni i w każde wakacje – zdawało się, że rozłąka tylko podsyca kłębiące się w nich uczucia.

***

Pamiętała miny koleżanek, kiedy pewnego dnia Jacob podjechał pod akademik na swoim motorze – z krótkimi włosami, w skórzanej kurtce i spranych jeansach wyglądał tak, że wszystkim dziewczynom zmiękły kolana, ale ona nie zamierzała się nim dzielić. I podkreśliła to długim, namiętnym pocałunkiem, na chwilę ignorując zasady dobrego wychowania.

A potem dał jej list, w którym wyjaśniał śmierć Atera i znów nie umiała znaleźć sobie miejsca. Przepłakała kilka nocy, zawaliła dwa zaliczenia i opuściła ważne wykłady – musiała wszystko przeżyć od nowa, zaakceptować prawdę i pogodzić się z tym, że nic nie mogła na to poradzić.

Poprosiła, żeby zmienił się w wilka przy niej – zadrżał, wiedząc, że na ułamek sekundy będzie zupełnie nagi, ale Bella zupełnie się tym nie przejmowała. Chłonęła to szczególne wydarzenie wszystkimi zmysłami, pozwalając swoim myślom zaplątać się w wilczej sierści.

***

– Dziś miałby dwanaście lat – szepnęła, odgarniając włosy z twarzy.
– Nie wiem, co mogę ci powiedzieć. – Jake zwykle umiał się odnaleźć w każdej sytuacji, ale ta przerastała go od początku.
– Nic nie musisz mówić. Ważne, że jesteś. – Bella pocałowała męża w policzek i położyła czerwoną piłkę w korzeniach drzewa. – Powinniśmy już iść – dodała po chwili. Jacob wstał powoli i podał żonie rękę. Skorzystała z jego pomocy, uśmiechając się delikatnie.
– Do zobaczenia, Ater – powiedzieli razem, wypełniając rytuał.


1Jacek Kaczmarski – Obława IV
2Jonathan London – The Eyes of Gray Wolf (1993); Tłumaczenie: Żaneta Lewandowska

0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.