Potwór
z łazienki nadstawił ucha. Szykowały się zmiany. Dużo, dużo zmian.
Na
drewnianej podłodze zaszurały pazury czterech łap, kiedy szczeniak przechodził
z pomieszczenia do pomieszczania, badając swój nowy dom. Dwoje młodych
ludzi rozmawiało o czymś w tym dziwnym, nie do końca zrozumiałym dla
zwierząt języku. Kiedy pies zbliżył się do pełnych, białych drzwi,
delikatniejszy człowiek zatrzasnął je ruchem ręki i powiedział zdecydowanym
tonem:
– Nie. Tu
nie wolno!
Tak to się
zaczęło.
~*~
Odstawiając kubek na blat, popatrzyła na czworonoga, który pod stołem
zawzięcie żuł suszony żwacz.
– Ty mi
powiedz, kundlu, czemu tak wyjesz, kiedy idę do łazienki, co? – spytała, nie oczekując odpowiedzi. Pies
wprawdzie na chwilę przerwał posiłek i popatrzył na nią w miarę rozumnie,
wytłumaczyć się jednak nie chciał. Dziewczyna westchnęła, po czym pokiwała
głową przecząco.
– Nieważne –
burknęła pod nosem. Zmęczona i niewyspana, ruszyła do własnych zajęć. O tak,
ośmieliła się łudzić, że szczeniak, choć na moment, zajmie się sam sobą.
Pół godziny później ścierała z
podłogi dwie kałuże sików. Następnie, w niedokładnie zawiązanych trampkach oraz
niedopiętej bluzie, ściskając marudzącego zwierzaka pod pachą, zjeżdżała windą,
żeby ewentualnie dokończył to, co zaczął, już na trawniku.
Na
znalezienie skrawka czystej zieleni potrzebowała dłuższej chwili. Pochylając
się, ostrożnie postawiła malucha na ziemi.
– Idź i
sraj, do tego cię stworzono – zachęciła, chwytając wygodniej rączkę skórzanej
smyczy. Na wpół rozgrzebana praca wołała do niej z wysokości kilku pięter
brzydkiego bloku, inaczej się jednak nie dało. Z roztargnieniem poklepała
kieszeń spodni – pamiętała o woreczkach na kupy. Gdzieś uleciały myśli,
szczeniak wąchał zawzięcie najbliższe drzewo.
Wątpliwą sielankę przerwał intruz.
– Jaki
śliczny piesek – zapiszczała pani ubrana w jasny płaszcz. Już, już wyciągała rękę,
jednak spiorunowana wzrokiem właścicielki szczenięcia, wyraźnie cofnęła dłoń. Niezadowolone
cmoknięcie wyraziło więcej niż tysiąc słów. Obcasy drogich pantofli zastukały
na chodniku.
– Cudnie,
po prostu cudnie – syknął przez zęby drugi, podobno mądrzejszy koniec smyczy.
Koniec bliżej karabinka właśnie kucał z wyrazem skupienia na uroczej mordce.
~*~
Ledwie wszedł do domu, zobaczył
jej zmarszczone czoło i sztywne ramiona. Zanim zdążył się odezwać, wyrwała mu z
ręki aktówkę, po czym rzuciła ją na szafkę.
– Mam dość!
– wrzasnęła.
– O co ci
chodzi? – Mężczyzna próbował załagodzić sytuację. Niepewnie zerkał na skulonego
na swoim posłaniu szczeniaka.
– Kiedy
tylko idę do łazienki, on wyje, szczeka i drapie w drzwi – krzyczała. –
Chcesz?! To ci pokażę! – Nie zwracając uwagi na cokolwiek, ruszyła przed
siebie. Wypowiedź podsumowała trzaśnięciem drzwiami. Niewielka szybka zadrżała
w ramkach. Faktycznie, nie minęło więcej niż kilka sekund, kiedy pies pobiegł
na przedpokój, po czym zaczął opętańczo zawodzić.
– Widzisz? –
Kobieta z trudem przekrzyczała hałas generowany przez czworonoga.
(– Zjem ją, zjem,
zjem – groził potwór z łazienki. Szurał łuskami po odpływie umywalki. Najwyraźniej
świetnie się przy tym bawił.)
[– Mamo! Mamo,
wyjdź stamtąd! – rozpaczał szczeniak. Kiedy ochrypł, spróbował podkopać się pod
białymi drzwiami, jednak te nie chciały ustąpić. Popatrzył z nadzieją na
większego człowieka, jednak ten najwyraźniej nie dostrzegał zagrożenia.]
Nie wiedząc właściwie, co zrobić w takiej sytuacji, złapał szczenię za
obrożę, po czym – broniące i niezadowolone – odprowadził na przeznaczony
dla psa kocyk. Kiedy zwierzę się uspokoiło, puścił je. Wyglądało żałośnie.
Szczęk klamki łazienkowych drzwi spowodował, że malutkie, włochate ciałko
zadrżało.
– Już dobrze
– szepnął.
Jednak
dopiero widok zaczerwienionej złością twarzy dziewczyny, jej powolny, lekko
niezgrabny krok spowodował, że psina zamerdała i popiskując, próbowała wspiąć
się do rąk właścicielki.
– Wariat –
podsumowała. I żaden nie wiedział, do kogo mówiła w tamtym momencie.
~*~
Czemu potwór z łazienki mieszkał
właśnie w tej łazience, a nie jakiejkolwiek innej? Otóż ta była wyjątkowo
przytulna, lekko wilgotna i bardzo ciepła. Do tego urządzono ją w miłych dla oczu
monstrum odcieniach koloru niebieskiego. Bestia tam się wykluła i dokładnie tam
została porzucona przez swoją matkę, która nie wyjaśniła swojemu potomkowi
właściwie niczego, no może poza tym, że najsmaczniejszą emocją jest strach.
~*~
Dziewczyna schyliła się,
podnosząc z podłogi splątaną koszulkę oraz parę skarpetek. Szczeniak, coraz
większy oraz uparty, plątał się wokół nóg właścicielki, wpatrując się wnikliwie
w jej dłonie.
– Jadłeś
już, nie dostaniesz więcej, bo potem będziesz się toczył – wyjaśniła z
uśmiechem. Futrzak był upierdliwy, ślinił się, zostawiał sierść dosłownie
wszędzie, łącznie z miejscami szczelnie zamkniętymi, ale także dodawał otuchy. Nie
narzekał, kiedy przytulała się do jego szyi, nie jęczał, gdy zaczynała śpiewać.
Zwierzę cieszyło się niemal do wszystkiego, samo powodując przypływ ciepłych
emocji. Tylko jednego nie umieli wypracować – kompromisu w sprawie łazienki. O
zostawianiu czworonoga samego w mieszkaniu przestała już nawet marzyć.
Codziennie
próbowali po trochu, na chwilę. Po długim spacerze, z kością do obgryzania oraz
naręczem zabawek. Nic nie pomagało. Młody wył, piszczał, skrzeczał, ujadał.
Wszystko pod drzwiami do łazienki, a kiedy go od nich odizolowali, to pod
ścianą działową między pokojem dziennym a resztą mieszkania. Jakby coś go
straszyło lub rozdrażniało. Trener z polecanej psiej szkółki rozłożył ręce,
behawiorysta wysnuł wątpliwej jakości teorię o emocjonalnym niedorozwoju
zwierzęcia.
– Bez względu na twoją opinię,
ja muszę nastawić dziś pranie, wybacz – szepnęła. Szybkim, zdecydowanym krokiem
ruszyła do znienawidzonego przez szczenię pomieszczenia. Zapaliła światło,
otworzyła drzwi na szeroko. Zanim zdążyła postawić stopę na kafelkach, pies już
przepychał się przed jej nogami, warcząc przy tym ostrzegawczo.
[– Jestem tu, słyszysz? Jestem i w razie czego odgryzę ci łeb –
obiecywał pies, pewny swego jak nigdy wcześniej. Każdy pobyt w dziwnie
pachnącym małym pokoju z zakrywaną fontanną coraz bardziej utwierdzał go w
przekonaniu, że jeśli się postara, pokona potwora.]
(– Dziś ty jesteś
tutaj, jutro ona będzie gdzieś indziej. Tam ją dopadnę, odgryzę jej ręce – wymruczał
odpływ wanny. – Za każdym razem, kiedy nie ma ciebie przy niej, pamiętaj –
szeptał.)
[– Taki jesteś
odważny?! To dawaj, tchórzu! Nie boję się ciebie! – poszczekiwał.]
(– Skoro tak
twierdzisz. Kimże jestem, żeby ci nie wierzyć, kundlu? – odpowiedział cichy
głos zza ręczników przy umywalce.)
~*~
Mężczyzna siedział wygodnie na
kanapie. Patrzył uważnie na śpiącego przy biurku dorastającego szczeniaka.
– Myślisz,
że to dobry pomysł? – zapytał.
– A chcesz
tak dalej żyć? – odpowiedziała mu pytaniem na pytanie.
– Nie… –
wykrztusił z wahaniem, jakby wbrew sobie.
– Ja sądzę,
że on – kiwnęła głową w kierunku czworonoga – także nie chce.
Potwór z
łazienki zaszeleścił łuskami. Och, szykował się bal, uczta dla monstrum.
~*~
Któregoś dnia, po paru godzinach
krzyków, w mieszkaniu zapadła złowroga, przygnębiająca cisza. Bestii wydawało
się nawet, że słyszał płacz kobiety. Smakowało mu to. Za to brak dźwięków
brzmiał obco. Potwór odczuł coś na kształt dyskomfortu. Na próbę zawołał:
[– I kto jest górą, kundlu?! – Odpowiedziało mu
to samo milczenie, które towarzyszyło bestii od jakiegoś czasu. Mimo wszystko,
pomimo swojej natury, zaczął się martwić. Ostatecznie, potrzebował ludzi, by
istnieć. A pies, jaki był nie był, dostarczał potworowi rozrywko-pożywki.
Nie chodziło o to, by zakończyć grę. Sens miała jedynie wieczna rozgrywka,
prowadzona w taki sposób, aby przeciwnicy zostawali z tyłu, przytłoczeni
niepokojem, lękiem albo smutkiem. Teraz to uczucie zaczynało wpełzać w umysł monstrum.
Bo coś musiało pójść nie tak. Pomylił się w swoich kalkulacjach?]
~*~
Kiedy do pustych od kwartału
pomieszczeń weszło czworo studentów pobliskiego Uniwersytetu, potwór z łazienki
zawył zrozpaczony. Skrobał w drzwi łazienki, skamlał, jednak nikt nie
przyszedł, by go uratować. Został sam w brzydkim świecie bez wiary w lęki.
0 Opinia:
Prześlij komentarz
Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.