Pora na...
Nad Krainą Ooo zapadał
zmierzch, kiedy Finn, zapatrzony na zachodzące za horyzontem słońce, powoli
przymknął powieki. Dzień pełen wrażeń, kolejnych przygód i walk, wyczerpał
nawet chłopca. Jake chrapał już smacznie w swoim łóżku. Finn też powinien udać
się na spoczynek, ale z jakiegoś powodu siedział na trawie za domem i –na wpół
drzemiąc, pogrążony w marzeniach, do których nigdy by się nie przyznał –
pozwalał mijać kolejnym sekundom.
Nagle zimny dreszcz przebiegł
Finnowi po plecach, a chwilę później poczuł lodowate dłonie zaciskające mu się
na karku. Tuż przy jego uchu rozległ się warkliwy, złowrogi szept:
– Zgadnij kto, człowieku.
– Ma… Marcelina – wyjąkał.
Jakby towarzystwo wampirzycy
nagle rozbudziło go i odebrało spokój. Dziewczyna, w charakterystycznym
dla siebie stylu – unosząc się w powietrzu – z palcami owiniętymi wciąż
wokół jego szyi, pojawiła się przed nim, obrócona do góry nogami. Długie,
ciemne jak mrok włosy tym razem splotła w piękny warkocz, którego koniec
kołysał się hipnotyzująco tuż nad ziemią.
Finn zadrżał, choć przecież nie
bał się niczego ani nikogo, a już na pewno nie Królowej Wampirów.
W odpowiedzi na to badawczo zmrużyła
powieki, skupiając spojrzenie czarnych oczu na twarzy przyjaciela. On odruchowo
zagapił się na ślady ugryzień na jej wątłej, wygiętej szyi. Blizny kontrastowały
z tym, jak była blada, a to z kolei podkreślały ostatnie promienie słońca, na
szczęście zbyt słabe, by zrobić wampirzycy krzywdę.
– Jestem taka głodna, Finn –
szepnęła.
Delikatnie przesunęła opuszkami
palców po jego policzkach, psotnie zahaczając o krawędź czapki. Zanim
chłopiec zdołał zaprotestować, szarpnęła, ściągając materiał z jego głowy.
Jasne włosy rozsypały się na czoło chłopca w burzy niesfornych,
zaniedbanych kosmyków.
– Jestem głodna – powtórzyła. –
A ty mnie nakarmisz, prawda? – spytała, przysuwając się bliżej.
Ich usta prawie się stykały,
więc policzki Finna pokrył rumieniec zawstydzenia. Czuł, jak ceglaste plamy wykwitają
na jego policzkach i zdradziecko wpełzają aż na uszy. Marcelina zachichotała,
na wpół diabolicznie, na wpół rozbawiona.
– To… – Finn próbował
powiedzieć cokolwiek, ale nie zdążył.
Wampirzyca już łapczywie wsysała
czerwień wprost z jego skóry.
Gdy skończyła, a trwało to
zaledwie mgnienie, mlasnęła zadowolona i rozpłynęła się w powietrzu,
nie słysząc, jak chłopiec dokończył zdanie.
– … byłby dla mnie zaszczyt –
wyznał cicho.
... deser!
0 Opinia:
Prześlij komentarz
Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.