Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogonem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ogonem. Pokaż wszystkie posty

2.12.2014

Ogonem: Za mało, za dużo



Jestem ostatnim z miotu. Gdyby ktoś zapytał, jakie to uczucie, odpowiedziałbym, że jak kiedyś, gdy pierwszy pchałem się do miski, tylko nie ma za mną sióstr i braci.
Mam swoje stado, mam je, choć starość niczego mi nie ułatwia. Odbiera mi sprawność, wygodę jedzenia, samodzielność. Odziera mnie z godności, ale nie z dumy. Głowę noszę wysoko i prosto, na ile pozwala mi ten nieproszony gość w mojej czaszce, który czasem przypomina o sobie falą bólu. Nie wspominam o sercu, o wątrobie, o skrzywionych zębach. Wciąż dryfuję na wyżynach dawnego majestatu, choć obecnie to już tylko wspomnienie władzy. Jej swojski zapach, gdy szczurom wystarczała moja cicha obecność, by wszystko było na swoim miejscu.
Nie chcę, aby ktokolwiek pomagał mi przy zachowaniu higieny. Udaję, że zapominam, kiedy to robią.
Nie chcę, aby ktokolwiek traktował mnie specjalnie. Nie pamiętam, że tak się dzieje.
Nie chcę utkwić w niesprawnej skorupie, uwiązany do cielesności, która jest brzydka, nieposkładana, taka niepasująca. Ale jestem. Wciąż jestem, choć teraz przedziwnie samotny, a szepty słyszę czasami aż nazbyt wyraźnie.
Nikt nie obiecywał, że będzie tylko pięknie. Nikt nie obiecywał, że będzie wiecznie, że będę wiecznie w taki sposób. Nawet bogowie mają swój czas i miejsce. Moja, najważniejsza, mówi czasem, iż wierzy we mnie i dlatego nie mogę odejść. Chciałaby. Ja też czasem bym sobie tego życzył. Kiedy rozlega się to znajome, świdrujące „dobry szczur” szukam jej, jej palców i pestki dyni. To przypomina o dawnych dniach, gdy za moimi plecami obracał się najdroższy z braci, a ja pokonywałem wciąż i wciąż przepastną ciemność tunelu.
Teraz ta starość – taka nieładna, śmierdząca i posklejana – jest moim tunelem. Człapię przez niego – przez swój czas – łapa za łapą. Nie wiem, kiedy nastąpi ostatni krok. Niczego już nie planuję. Może się pożegnam, a może odbiegnę gdzieś daleko, zbyt zaangażowany w sen o wielkiej łące. Gdyby to było takie proste. Mapa życia prowadzi mnie do Zasłony Szeptów, a ja jestem Tym, który zaczął i… na swój sposób, dla tych, którzy będą chcieli to zrozumieć, nigdy się nie skończę.
                            
Ludziom, którzy utknęli w gorzkiej znajomości praw oraz zasad.

Pan Perkun Kaukai

Ogonem: Szepty siły


Zwijam się w ciasny kłębek snu. Ciszej, błagam. Albo lepiej już nic nie mów, nie wymyślaj, nie zastanawiaj się dłużej. Bo po co? Uznajmy, że taka była cena za moją siłę oraz za to, kim byłem. Wiedziałaś, że duszę też można iskać? Pozwól mi, tylko już nie rycz. Głowa do góry. Plecy prosto. Idź już, byle do przodu. No, idź, głupia, zanim zmuszę cię do biegu. Zawsze mogłem to zrobić, nigdy w to nie wątp.
Gąsko naiwna, przecież nie odszedłem. To, że mnie nie widać, nie oznacza, że mnie nie czuć. Doskonale wiesz, jak to działa. Jestem Tym, który zaczął. Tacy nie rozpływają się w niebycie. Dostrzeż to, że wciąż bywam i czuwam nad nimi, nad wami. Jeśli tęsknisz, poszukaj mnie w moim rodzeństwie. Przesuń wzrokiem po maluchach z linii, płomyk nie gaśnie, o ile się o niego dba. Istnienie nie ogranicza się do wskazówek zegara.
Kiedy dusisz żal, obserwuj uważnie tego, którego przygotowałem. Widziałaś przecież, że go uczę. Łudziłaś się, że to oznacza coś innego. Jeszcze nie dziś, powtarzałem. Do momentu. Nie było pretensji, kiedy odsłoniłem przed nim gardło i brzuch. Zapracował na to. Tyle mnie w tych jego niuansach, drobnych ruchach, chęciach. Magia nie mija, zostawia ślady.
Cieniem przemykam pod znajomymi dłońmi, przyczajam się w kątach klatki, chowam pod ulubioną poduszką. Licz do ośmiu, a potem nawet  do ilu chcesz. Na pajęczynie emocji wiszą – niczym krople rosy – wspomnienia pełne życzliwych ludzi. Ich uśmiechów, zachwytów, pieszczot. Piękne jest to, że nie muszę nikogo określać, sami wiecie, że wzywam was przed szereg. Przypominam o sobie, nieobecny wśród obecnych. Nienazwany wśród nazwanych. Bezimienny z wyboru, taka była moja wola. Obserwowaliście to, jak grałem ze śmiercią w grę bez zasad. Oszukiwałem ją dość długo, by w końcu ona oszukała mnie. Albo po prostu na moment przygarnęła mnie zbyt blisko. To nieistotne, już nie. Ból waży się tylko w tu – namacalnym, nie tam – moim teraz.
Proszę, nie licz już dni. Oddychaj, a ja zabiorę tęsknotę do siebie. Zagarnę smutek, zliżę z policzków sól wybrakowania.
To stado – na zawsze moje stado, bo to nie mija, jeśli serce bije do końca w rytmie – udowadnia, że było warto.  Jest warto.
Zawsze z wami, choć bez was.
Siła spojrzenia, piękno, duma.

Nie budź, to rozkaz. 

Ogonem: Wyznania wojownika



Po pierwsze – walka zawsze trwa tyle, ile musi. Nigdy dłużej ani krócej. Nie rozmawia się o niej i jej nie rozpamiętuje.
Jeśli zadzierasz z moim stadem, zadzierasz ze mną. Nie myśl, że się ugnę. Nigdy nie sądź, że się poddam, bo to już nie leży w mojej naturze. Może kiedyś, zanim wielki nieobecny złamał mnie, by mnie wzmocnić. Wyszkolił mnie, pokazując, że ten moment to mój czas, by zadecydować. Wykorzystałem szansę.
Rdza spływa po moim futrze. Rdza, którą stworzyła ona. Ważna ona. Taka była idea imienia. W oczach czai się siła księcia piekieł. Tego, który mieszał w relacjach wrogów i przyjaciół. Oto ja – RAUM R’DZ SunRat’s, możesz już uciekać. Policzę do trzech, potem i tak pobiegnę przodem, przeskoczę, przejdę. Nie ma dla mnie miejsc nie do zdobycia. Po trupach do celu? Niekoniecznie, ale gdy czegoś chcę, umiem to okazać. Tędy, tędy! Wyciągnij rękę, bym mógł iść dalej!
Po drugie – starcie powinno rozwiązywać problem, nie go tworzyć.
Dźwigam na barkach legendę mojego ojca. Jeśli się mnie boisz, trudno, ja mogę się z tym pogodzić. Naprawdę. Nie przejmuję się już tym, co myślą o mnie inni. Przestałem unikać tego, kim się stałem. W walce się nie poddaję, nigdy też nie odwracam się plecami do przeciwnika. Przez swój upór stanowię fundament stada. To ja delikatnie napinam nitki relacji wewnątrz grupy. Nikt nie może być za blisko piedestału ani za bardzo się od niego oddalić. Kiedy to konieczne, i tylko wtedy, wykorzystuję strach innych szczurów, manipuluję nim, by osiągnąć posłuszeństwo lub lojalność. Nie musisz tego rozumieć, po prostu to uszanuj. Myślisz, że nie mam serca? Mam, może jest z kamienia, ale bije równo i lojalnie. Oddałem je swoim ludziom oraz swojemu stadu.
Po trzecie – mądry wojownik wie, że czasem trzeba zasnąć, a śpi się najlepiej wśród wiernych przyjaciół.
Na pewne rzeczy po prostu trzeba sobie zapracować.

Raum, być może ostrzący sobie zęby… na coś lub kogoś. 

Ogonem: Monologi majestatu



Już, kiedy się urodziłem, wiedziałem, że moje istnienie będzie naznaczone czymś wielkim. Nie dostaje się imion po bogach – nie jest się ich manifestacją – jeśli ma się po prostu przeżyć swój czas. Na czele gromadki maluchów, na czele swojego stada. Nic mnie nie powstrzymało, a otarcie się o śmierć tylko jeszcze mocniej naznaczyło mój los. Nazywam się PERKUN KAUKAI Happy Feet.
Czy władam piorunami? A czy nimi nie władam? Kto z Was mierzył się z Wilczakiem (ponad trzydzieści kilogramów włochatego bydlęcia z problemami w obrębie uznawania autorytetów) na spojrzenia i wygrał? Kto z Was potrafi powiedzieć NIE, nawet nie otwierając ust. Jestem siłą i magią.
Niektórzy sądzą, że moją opiekę można sobie kupić. Zdradzę Wam sekret. Na nią po prostu trzeba sobie zasłużyć. Na nic nawet litry piwa czy miodu, jeśli kogoś nie uznam za godnego mojej uwagi. Nauczyłem moich ludzi jednej ważnej rzeczy: w stadzie albo jesteś, albo nie. Jeśli z niego odejdziesz, nie ma już dla Ciebie miejsca. Jeśli do niego przyjdziesz, musisz udowodnić, że to jest miejsce dla Ciebie. Twoje tu i teraz.
Łykam czas jak na szczura przystało. Moje rok i niespełna dziesięć miesięcy to ogrom chwil pełnych dumy z tego, co udało się osiągnąć mi lub mojemu stadu. Oni to ja. Ja to oni. To się nie zmieniło, nawet kiedy odszedł najważniejszy. W chwili, w której pożegnałem brata, on poszedł ścieżką prowadzącą do Zasłony Szeptów, ja zostałem tutaj. Spotkamy się, bez obaw. Był bogiem jak ja, był majestatem – jak ja.
Wiem więcej, niż niektórym wydaje się, że wiem. Widziałem dużo, patrzyłem poza czas, poza proste mechanizmy codzienności. Jeśli masz wątpliwości, spójrz mi w oczy, o ile znajdziesz odwagę. Może nawet poliżę Twoje dłonie. Może przeczeszę Twoje włosy, może ukradnę Ci kawałek serca. Nie żałuj go, choć licz się z tym, że kiedyś odbędzie ze mną tę najdłuższą podróż z możliwych. Dla wielu będę tylko szczurem. Może ładnym szczurem, może dużym. Może obrzydliwym, przez swój ogon.
Dla jednostek będę Tym szczurem, który zaczął.
Tym, który będzie, nawet kiedy opadnie pył złudzeń.
Wyciągnij do mnie rękę, chętnie zapamiętam Twój zapach, człowieku.
Tak, bo tak. Bo mogę i chcę.
Perkun z wyżyn majestatu.



NITECZKI: 
Wyznania wojownika 
Szepty siły
Za mało, za dużo