21.06.2013

Sposób

Wielu rzeczy możesz nie pamiętać, i nikt nie oczekuje, że będzie inaczej. Jednak to, z jaką precyzją układałaś mur z pluszowych zabawek, który miał cię zasłonić przed potworami spod łóżka (z szafy też, i zza biurka oraz z ciemnego korytarza!), to jedno pamiętasz bardzo dobrze. Precyzyjne wybieranie maskotek, bo przecież nie każda nadawała się do walki. Niektóre były chore, inne musiały odpocząć po wcześniejszych bitwach, a kolejne bały się bardziej od ciebie. Proces wymagał zastanowienia, planu. Czasem bez reszty pochłaniał twoje wieczorne myśli, kilka razy przerażona odkrywałaś rano, że zasnęłaś w trakcie budowy, zbyt zmęczona, ale przede wszystkim lekkomyślna.
Szereg, by spełniać swoje zadanie bez zarzutu, musiał być równy, zwarty, inaczej zdeterminowany stwór mógłby go przerwać i na przykład połknąć twoją duszę, zaplątać cię w pościel i poddusić albo wywlec do innego wymiaru. Przecież obudziłaś się kilka razy na podłodze, obolała od tych przedziwnych kształtów, w jakie plątały się twoje kończyny. Jakby ktoś próbował cię zwinąć i schować do kieszeni, ale przepędzony nagłym hałasem, upuszczał cię i truchtał pospiesznie do siebie. Kilka razy słyszałaś dziwne odgłosy z szafy, parokrotnie straszyło cię skrobanie za oknem albo wycie, jakieś takie obce, nijak niedopasowane do rzeczywistości. Prawie tak jak ty, gdy jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałaś.
Dwadzieścia (i trochę) lat później – od pierwszego zapamiętanego muru maskotek – po zmroku nadal świadomie nie wystawiasz stopy za krawędź łóżka, a jeśli budzisz się w nocy, nie otwierasz oczu od razu. To taki niezapisany nigdzie układ z monstrami. Ty dajesz im czas na ucieczkę, one nie gryzą, nie ciągną do cienia, nie zabierają tego, co najcenniejsze. Kiedy raz otworzyłaś oczy zbyt szybko, twój krzyk obudził jego i sąsiadów. Sąsiadami się oczywiście nie przejmujesz, ale nim już tak. To dobry, zapracowany, często zbyt zmęczony człowiek. Źle go budzić z tak błahego powodu, jak potwór, który nie zdążył umknąć pod kanapę. Być może, tłumaczysz sobie, ohydne, patykowate odnóża olbrzymiego pająka zaplątały się w kłębki kurzu, dlatego zdążyłaś go dostrzec. Ostatecznie ohydna gęba stworzenia wyglądała na odrobinę zawstydzoną, wcale nie agresywną.
Przekraczasz granicę połowy łóżka. Wciskasz lodowatą stopę pod męską łydkę, zagarniasz kołdrę, ze zwiniętą groteskowo pod spód ręką, kładziesz się tak, by choć skronią dotykać drugiej poduszki. Twoja nie jest ci potrzebna, bo jeśli z niej korzystasz, drugim ramieniem nie jesteś w stanie go osłonić. Schować najcenniejszego pod skrzydłem, rozprostowanym po całym dniu ukrywania się i wymijania. Już wiesz, że nie jesteś sama. Na świecie są inni uskrzydleni, ale także ludzie z kolcami lub osoby z kamienia. Czasem się wahasz, ale ostatecznie zawsze jest tak samo.
Nie powiesz mu przecież, że pilnujesz go, jak kiedyś ciebie maskotki, przed potworami i złem. Nie wspomnisz ani słowa o tym, jak wiele wkładasz sił, by go strzec. Gotów by się obrazić, kto go tam wie z męską dumą? W efekcie niemal każdego ranka jesteś zbyt zaspana, żeby obudzić się na dźwięk budzika. Uchodzisz więc za rozkosznego leniuszka, który zagrzebany w warstwach koca, kołdry, prześcieradła i poduszek, dojrzewa do kolejnego dnia, w trakcie którego i tak wszystko przełoży na jutro. Tylko czasem, kiedy mężczyzna żegna się przed wyjściem do pracy, łapiesz jego nadgarstek, po czym tak trudno ci go puścić.
Jesteś jednak dzieckiem wiary (cynizm przyszedł dużo później), wierzysz więc, że wróci. Że wszystko będzie dobrze, że jakoś się ułoży. W innych możesz wątpić, w niego nie, bo przeszedł setki prób, pokonał miliony przeszkód. Wybaczyliście sobie nawzajem ten ocean gorzkiej codzienności.
Z szelestem piór, lekko skłaniasz głowę, uśmiechasz się półgębkiem, wyzywająco. Prowokujesz świat do zabawy. Oswajasz potwory, wygrywasz wojny, przegrywasz bitwy. Sądzisz, że słowami wszystko załatwisz. To taki twój sposób na tak, na nie i na mniej więcej.
Na moment chowasz głowę pod własne skrzydła i myślisz, że jako mała dziewczynka wyobrażałaś to sobie inaczej. Jeśli chwyta cię nostalgia, zaglądasz do pudełka z maskotkami. Skoro one wciąż tam są, w stanie spoczynku, ale gotowe do służby, nic ci nie grozi.

Pan E.

1 komentarz:

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.