Wielu rzeczy możesz nie pamiętać, i
nikt nie oczekuje, że będzie inaczej. Jednak to, z jaką precyzją układałaś
mur z pluszowych zabawek, który miał cię zasłonić przed potworami spod łóżka (z
szafy też, i zza biurka oraz z ciemnego korytarza!), to jedno pamiętasz bardzo
dobrze. Precyzyjne wybieranie maskotek, bo przecież nie każda nadawała się do
walki. Niektóre były chore, inne musiały odpocząć po wcześniejszych bitwach,
a kolejne bały się bardziej od ciebie. Proces wymagał zastanowienia, planu.
Czasem bez reszty pochłaniał twoje wieczorne myśli, kilka razy przerażona odkrywałaś
rano, że zasnęłaś w trakcie budowy, zbyt zmęczona, ale przede wszystkim
lekkomyślna.
Szereg, by spełniać swoje zadanie bez
zarzutu, musiał być równy, zwarty, inaczej zdeterminowany stwór mógłby go
przerwać i na przykład połknąć twoją duszę, zaplątać cię w pościel i
poddusić albo wywlec do innego wymiaru. Przecież obudziłaś się kilka razy na
podłodze, obolała od tych przedziwnych kształtów, w jakie plątały się twoje
kończyny. Jakby ktoś próbował cię zwinąć i schować do kieszeni, ale przepędzony
nagłym hałasem, upuszczał cię i truchtał pospiesznie do siebie. Kilka razy
słyszałaś dziwne odgłosy z szafy, parokrotnie straszyło cię skrobanie za oknem
albo wycie, jakieś takie obce, nijak niedopasowane do rzeczywistości. Prawie
tak jak ty, gdy jeszcze wielu rzeczy nie rozumiałaś.
Dwadzieścia (i trochę) lat później –
od pierwszego zapamiętanego muru maskotek – po zmroku nadal świadomie nie
wystawiasz stopy za krawędź łóżka, a jeśli budzisz się w nocy, nie
otwierasz oczu od razu. To taki niezapisany nigdzie układ z monstrami. Ty
dajesz im czas na ucieczkę, one nie gryzą, nie ciągną do cienia, nie zabierają
tego, co najcenniejsze. Kiedy raz otworzyłaś oczy zbyt szybko, twój krzyk
obudził jego i sąsiadów. Sąsiadami się oczywiście nie przejmujesz, ale nim już
tak. To dobry, zapracowany, często zbyt zmęczony człowiek. Źle go budzić z tak
błahego powodu, jak potwór, który nie zdążył umknąć pod kanapę. Być może,
tłumaczysz sobie, ohydne, patykowate odnóża olbrzymiego pająka zaplątały się w
kłębki kurzu, dlatego zdążyłaś go dostrzec. Ostatecznie ohydna gęba stworzenia
wyglądała na odrobinę zawstydzoną, wcale nie agresywną.
Przekraczasz granicę połowy łóżka.
Wciskasz lodowatą stopę pod męską łydkę, zagarniasz kołdrę, ze zwiniętą
groteskowo pod spód ręką, kładziesz się tak, by choć skronią dotykać drugiej
poduszki. Twoja nie jest ci potrzebna, bo jeśli z niej korzystasz, drugim
ramieniem nie jesteś w stanie go osłonić. Schować najcenniejszego pod
skrzydłem, rozprostowanym po całym dniu ukrywania się i wymijania. Już wiesz,
że nie jesteś sama. Na świecie są inni uskrzydleni, ale także ludzie z kolcami
lub osoby z kamienia. Czasem się wahasz, ale ostatecznie zawsze jest tak
samo.
Nie powiesz mu przecież, że pilnujesz
go, jak kiedyś ciebie maskotki, przed potworami i złem. Nie wspomnisz ani
słowa o tym, jak wiele wkładasz sił, by go strzec. Gotów by się obrazić,
kto go tam wie z męską dumą? W efekcie niemal każdego ranka jesteś zbyt
zaspana, żeby obudzić się na dźwięk budzika. Uchodzisz więc za rozkosznego
leniuszka, który zagrzebany w warstwach koca, kołdry, prześcieradła
i poduszek, dojrzewa do kolejnego dnia, w trakcie którego i tak wszystko
przełoży na jutro. Tylko czasem, kiedy mężczyzna żegna się przed wyjściem do
pracy, łapiesz jego nadgarstek, po czym tak trudno ci go puścić.
Jesteś jednak dzieckiem wiary (cynizm
przyszedł dużo później), wierzysz więc, że wróci. Że wszystko będzie dobrze, że
jakoś się ułoży. W innych możesz wątpić, w niego nie, bo przeszedł setki prób,
pokonał miliony przeszkód. Wybaczyliście sobie nawzajem ten ocean gorzkiej
codzienności.
Z szelestem piór, lekko skłaniasz
głowę, uśmiechasz się półgębkiem, wyzywająco. Prowokujesz świat do zabawy.
Oswajasz potwory, wygrywasz wojny, przegrywasz bitwy. Sądzisz, że słowami
wszystko załatwisz. To taki twój sposób na tak, na nie i na mniej więcej.
Na moment chowasz głowę pod własne
skrzydła i myślisz, że jako mała dziewczynka wyobrażałaś to sobie inaczej.
Jeśli chwyta cię nostalgia, zaglądasz do pudełka z maskotkami. Skoro one wciąż
tam są, w stanie spoczynku, ale gotowe do służby, nic ci nie grozi.
![]() |
| Pan E. |

Idę szukać maskotek w szafie!
OdpowiedzUsuń