25.07.2014

Zabawa



Szarpnął ją za warkocz. Wykrzywiła się i pisnęła, więc pociągnął mocniej.
– Nie lubię się z tobą bawić – stwierdził.
Popatrzyła na niego ufnie, jednocześnie z oddaniem i współczuciem. Nie próbowała się uwolnić, nie narzekała. Nawet podniosła rękę, próbując dosięgnąć bladego policzka chłopca. Chociaż byli rówieśnikami, sięgała mu zaledwie do ramienia. Górował nad nią nie tylko wzrostem, ale także siłą, co zresztą często podkreślał.
– Oni nie chcą się z tobą bawić, a ja tak – szepnęła.
Prawda sprowokowała go do kolejnego szarpnięcia za włosy. W zielonych oczach dziewczyny pojawiły się łzy. Za to jego – szare – pozostały zimne i obce. Zacisnął wąskie wargi, napiął plecy.

Złościł się, kiedy przypominała mu, że wszystkich przeraża. Nie skomentował tego, co powiedziała. Prychnął lekceważąco, po czym odepchnął ją tak, że zachwiała się i upadła. Nie próbował jej podnosić, nie przeprosił. Tylko obserwował, jak wstała z trudem, otrzepując prostą beżową sukienkę z piachu i brudu.
– Jesteś beznadziejna – burknął.
Podniosła głowę i splotła dłonie przed sobą, zanim odpowiedziała:
– Ale cię kocham – przyznała.
Uśmiechnęła się delikatnym uśmiechem kogoś, kto wie więcej.
– Chociaż ty siebie nienawidzisz, bracie – przypomniała cichym, łagodnym tonem.

Wykrzywił się w tak dobrze znanym jej grymasie, prawie drżał z wściekłości. Ruszył do przodu, nim zdążyła zareagować. Uderzył ją z całej siły w klatkę piersiową, a nim ponownie upadła, zacisnął pięści na przodzie sukienki. Jego blade, długie palce wpijały się w materiał, który – ściągnięty pod szyją – utrudniał dziewczynie oddychanie.
– Skończ! – rozkazał. – Nie chcę tego słuchać – wrzeszczał, a kropelki śliny spadały na jej twarz.

Znów nie próbowała mu oddać. Gdyby go uderzyła, byłoby tylko gorzej. Obserwowała, jak ciężko oddycha, szukając możliwości wybrnięcia z sytuacji. Jego twarz stężała, aż w końcu powoli rozluźnił chwyt. Żeby nie upaść kolejny raz, przytrzymała się ramienia brata. Nie strząsnął jej ręki z siebie, nic nie powiedział. Z zamkniętymi oczami, z opuszczoną głową, próbował zaakceptować fakt, że nikt poza nią nigdy nie będzie chciał się z nim bawić. Nigdy – jak wyrok bez możliwości odwołania.

Kiedy zyskała pewność, że jego wściekłość wyparowała, podeszła bliżej. Opuściwszy ręce wzdłuż boków, wspięła się na palce.
– Kiedyś znajdę właściwą osobę, bracie – wyraźnie akcentowała każdy wyraz. – I wtedy już nigdy nie będziesz musiał się ze mną bawić – obiecała.
Coś w jej głosie kazało mu wierzyć, że dotrzyma słowa. Może właśnie pod wpływem tej pewności, ledwie muskając, drżącymi palcami pogłaskał ją po włosach.

– Okaże się, siostro. – W szarych oczach na ułamek sekundy zamigotała nadzieja.

0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.