It's a harder way
And it's come to claim her
And I always say
We should be together
I can see below
'Cause there's something in here
And if you are gone
I will not belong here
Słońce padało wprost na jej bladą, piękną twarz. Zmrużyła powieki,
pochyliwszy się do przodu. Zaszeleściły materiały drogiej, ozdobnej sukni.
Ugięły się fałdy halek, napięły wiązania gorsetu. Na moment oddech uwiązł
w gardle kobiety, jakby od tego, co powie, miało zależeć wszystko inne.
Wszystko, co nieuchronnie musiało nastąpić.
Śnieżka grzecznym, wyuczonym tonem pochwaliła przed chwilą jej urodę.
Ravenna spojrzała dziewczynce głęboko w oczy, zanim udzieliła szczerej
odpowiedzi:
– Jak uprzejmie, moje dziecko – zaczęła. – Zwłaszcza w obliczu tego,
co mówią, że to ty jesteś prawdziwą pięknością tego królestwa – kontynuowała,
taksując wzrokiem okrągłe policzki, ciemną oprawę oczu i skromny strój.
Uśmiechnęła się kącikiem ust na widok rumieńca znaczącego cerę dziewczynki.
– To wszystko musi być dla ciebie trudne – rzuciła. – Ja również straciłam
matkę, gdy byłam mała. Nigdy nie zastąpię twojej, bez obaw. – Zacisnęła palce
na kolorowym, haftowanym materiale. – Ale czuję, że wiele nas łączy. –
Uśmiechnęła się szerzej, bardziej drapieżnie, napawając się milczeniem dziecka.
– Czuję to w każdym uderzeniu twojego serca – dodała szeptem.
Pozwoliła swojej magii prześlizgnąć się po szyi Śnieżki. Tak, by moc
mogła ją poznać, oznaczyć. Wiedziała, że mała się jej boi, nie ufa jej. Nie
oczekiwała niczego innego. Dziecięcej intuicji nie dało się oszukać.
Przynajmniej nie tak łatwo, jak udawało się to zrobić z dorosłymi. A już
zwłaszcza mężczyznami.
Ravenna wyprostowała się, odwróciła plecami do królewny, a następnie
gestem skinęła na służbę, by te paskudne, nieporadne prostaczki wróciły czym
prędzej do przerwanych zajęć. Jej włosy musiały zostać wyszczotkowane i upięte,
suknia ozdobiona, a buty wyczyszczone i dopasowane do szczupłych
stóp.
Dziś miała sięgnąć po kolejną koronę, następną ziemię. Wewnątrz niej
drżała wątpliwość, co do konsekwencji określonych decyzji. Czy chciała plamić
swoje ręce krwią? Och, oczywiście nie było jej żal ani króla, którego po prostu
musiała się pozbyć, ani tym bardziej jego doradców czy tych żałosnych żołdaków.
W ogóle nie litowała się nad mężczyznami. Brzydziła się ich smrodem, lepkimi
spojrzeniami, pustymi sercami. Byli gorsi od zwierząt. Z ledwością
tolerowała swojego brata, a i to tylko ze względu na ostatnie życzenie matki. Był
przydatny, ale uciążliwy i problematyczny.
Gdyby to zależało od Ravenny, topiłaby wszystkie noworodki płci męskiej.
Jak ślepe kocięta, których w istocie przypominali przez całe życie. Rodzili się
głupi, tacy też umierali. Brakowało im sprytu, wdzięku, piękna. Jednak… nie
byli zupełnie zbędni, więc Ravenna godziła się na konieczne ustępstwa, choć
momentami mdliło ją od samej świadomości faktu, jak jej uroda działała na
mężczyzn.
Zacisnęła usta w wąską kreskę. Wsunąwszy stopy w pantofle, wzięła
głęboki wdech. Pierwszy na nowej drodze, kolejnej już w jej życiu.
Tuż po zakończeniu uroczystości weselnych przeszła wąskim korytarzem do
swojej komnaty, z której niewielkie drzwi prowadziły do sypialni króla. Zanim
pozwoliła się rozebrać i przygotować do aktu kopulacji, usiadła przed
lustrem. Sama zdjęła część ozdób oraz ciężki, wysadzany szlachetnymi kamieniami
wisior. W tafli zwierciadła obserwowała swoje oczy, pyszniący się nad krawędzią
gorsetu dekolt, pełne piersi i kuszący rowek między nimi. Mogła rozegrać tę
sytuację na dwa sposoby. Czy chciała podbić tę ziemię gwałtem, krzykiem, siłą?
A może było ją stać na odrobinę cierpliwości, która przecież jeszcze
bardziej uśpiłaby czujność reszty? Dałaby Ravennie przestrzeń do działania.
Stworzyłaby zupełnie nowe możliwości, ciekawsze i bardziej poruszające, ale nie
powinna o tym myśleć na zaś. Ta decyzja musiała być podjęta na podstawie
chłodnej kalkulacji, nie złudnych emocji.
Zajrzała do szkatuły. Na dnie leżał sztylet, a obok niego fiolka z
przezroczystym płynem. Sięgnęła po broń, jednak zanim ją wyjęła, blade palce
zadrżały. Przypomniała sobie sarnie, przerażone oczy Śnieżki. Rozważyła prędko jeszcze
raz wszelkie za i przeciw. Nim znów wzięłyby górę wątpliwości, wybrała
truciznę.
Magia zafalowała, układając się miękko wzdłuż na nowo naszkicowanej krawędzi
dla przyszłości.
Król nie został zamordowany ręką Ravenny w trakcie nocy poślubnej, choć
czarownica – bogowie i demony świadkiem – miała ochotę go zabić, gdy
sapał, wpychając się między jej nogi. Jakoś przetrwała te sekundy upokorzenia.
Zamknęła oczy, zacisnęła dłonie w pięści, a on wsuwał się i wysuwał
rytmicznie. Rytm ten był właściwy dla zgnilizny, dla rozkładu, dla
obrzydliwości. Magia nie lubiła go, rozprysła się pod jego wpływem, ale Ravenna
wiedziała, że moc wróci, zanim minie westchnienie ulgi, kiedy jej uświęcony
małżonek wreszcie wypełnił obowiązek.
Od tamtego momentu sypiała jednak w swojej komnacie, wyraźnie dając
królowi znak, że ten ma trzymać ręce przy sobie. Regularnie podtruwany, już od
śniadania w trakcie uroczystego śniadania, mężczyzna po kilku dniach osłabł,
więc dał Ravennie spokój. Jeszcze silił się na grę pozorów. Jego męska duma nie
pozwalała mu nikomu się poskarżyć, a życie uciekało z niego z każdym
coraz cięższym oddechem. Och, jakże nie było jej przykro.
Uśmiechnęła się do niego promiennie w trakcie kolejnej wieczornej uczty,
gdy wzniósł kielich do toastu.
– Za moją piękną, wspaniałą żonę –
zawołał, gdy ucichły rozmowy. – Oby dopisywało jej zdrowie i zawsze
służyła mi dobrą radą wprost z jej szczerozłotego serca – dodał.
Skinęła mu głową, w myślach szepcząc jadowicie: Obyś zdechł, plugawy robaku. Wychyliła kielich do dna. Cierpkie
wino smakowało obrzydliwie. W mdłym świetle rzucanym przez świece alkohol
wyglądał jak krew. Ravenna na moment pożałowała swojego wyboru. Gdyby
zdecydowała inaczej, posadzki spłynęłyby posoką tych wszystkich zakłamanych
gardeł, juhą tego starucha i jego popleczników. Miałaby królestwo pod swoim
obcasem. Dałaby mu taką królową, na jaką zasługiwało. Ale straciłaby tę cenną
szansę. Szansę, od której podbrzusze kobiety płonęło ogniem silniejszym od
chęci niszczenia czy mordowania. Jeszcze tylko trochę, przekonywała samą
siebie. Jeszcze trochę.
Króla znaleziono martwego trzy pełnie księżyca później.
Zaczął się żmudny okres żałoby. Puste obrządki zupełnie nie interesowały
czarownicy, ale wypełniała je sumiennie, by nie wzbudzać podejrzeń.
Właśnie dlatego Ravenna przywdziała czarną suknię, nim wyszła na
spotkanie z wezwanym już jakiś czas temu bratem. Jemu chciała powierzyć
kontrolę wojsk oraz ochronę zamku. Nie miała głowy do tych spraw. Magia
dopominała się ofiary, czarownica musiała się skupić na tym, kogo tym razem
wskaże zachłanny demon rozedrgany pod jej żebrami w parodii bijącego serca.
Kiedy schodziła po schodach, stąpając ostrożnie po wysłużonych stopniach,
nagle dostrzegła zwinięty w kłębek kształt. Podeszła cicho, pochyliła się nad
nim, ale już z daleka zrozumiała, że to Śnieżka, która – najwyraźniej zapomniana
przez wszystkich – z niewiadomego powodu zasnęła w pół drogi do komnaty
królowej. Ravenna pochyliła się nad dziewczynką, musnęła jej chude ramię –
Śnieżka nosiła proste, ciemnoszare szaty – zawołała po cichu:
– Śnieżko, dziecko, co ty tu najlepszego robisz?
Królewna zerwała się gwałtownie, przerażona i zdezorientowana.
– Najmilsza pani, przepraszam – wyjąkała.
Próbowała wygładzić swoją pogniecioną suknię, poprawić włosy. Jednak z
ledwością była w stanie ustać na nogach, kiedy się wyprostowała.
– Jeśli tylko chcesz, możesz mi mówić po imieniu – szepnęła czarownica. –
Ale tylko, gdy będziemy same. – Dziewczynka rozejrzała się niepewnie na boki,
nim skinęła głową. Ni to na tak, ni w zaprzeczeniu.
– Ja… – zaczęła Śnieżka.
– Tak? – zachęciła Ravenna.
– Chyba śnił mi się zły sen wczoraj w nocy, chciałam poprosić kogoś, by
mnie przytulił – mówiła z coraz większym trudem. – Mama zawsze umiała mnie
przytulić, nie wiem, co robię w tym przejściu – załkała.
Ravenna pogłaskała ją po ciemnych, splątanych włosach. Mała najwyraźniej
musiała wyczuwać magię, garnąć się do niej, reagować na nieustające
przyciąganie. Królowa pozwoliła dziecku spokojnie się wypłakać, Finn mógł
poczekać.
Próbowała sondować jej myśli, emocje. Młoda dusza wystraszona
wtargnięciem intruza, schroniła się za zbyt grubymi barierami. Gdyby Ravenna próbowała
je sforsować siłą, zabiłaby to kruche ciało.
– Wypłacz się, dziecinko – uspokajała, pochylona nad Śnieżką. – Będzie ci
lżej – mamrotała.
Zamiast atakować, zostawiła wskazówki.
Z każdą łzą Śnieżki, magia Ravenny stawała się mocniejsza, pewniejsza.
Jakby emocje dziewczynki ją ugruntowały, sprawiając, że stawała się siłą samą w
sobie.
Kiedy płacz w końcu ucichł, czarownica złożyła na skroni królewny suchy
pocałunek, po czym bez słowa odeszła, by kontynuować konieczne przygotowania.
Śnieżka musiała jeszcze wiele zrozumieć. Najważniejsze rzeczy, by pozostały
wartościowe, trzeba było przyjąć ofiarowane dobrowolnie.
Ravenna, choć drżały jej ręce i musiała zagryźć wnętrze policzka, by nie
zawołać za tą słodką, kuszącą istotką, wiedziała, że tym razem warto czekać. A
jeśli gdzieś po drodze miało się okazać inaczej, świat zapłaciłby krwią. Morzem
krwi. Skąpałaby się w niej, opłynęła w nią. Ubrała w krew niewinnych, niczym w
najpiękniejszą suknię. Tak żywą, różną od czerni wyostrzającej rysy twarzy
królowej. Mrok jednakowoż wiernie oddawał wypełniające ją pragnienia, gdyby
chciała je w ogóle określać.
Przez boczne drzwi wyszła na dziedziniec i uprzejmie przywitała się
z bratem, który pod sztucznym uśmiechem – nadającym mu wygląd błazna –
próbował ukryć zniecierpliwienie.
– Wiesz, co trzeba robić? – zapytała ze zniecierpliwieniem.
– Z pewnością – odparł. – Najbardziej lojalnych wobec króla usunąłem –
zakaszlał znacząco – lub odsunąłem w cień. – Splótł dłonie na wysokości
brzucha. – Na dworze zostali wybrani przez ciebie.
– Bardzo dobrze – pochwaliła mężczyznę.
– Czy w takim razie mam sprowadzić artefakt? – spytał, ściszając głos.
– Przed kolejną pełnią – zgodziła się z uśmiechem, który nie sięgał oczu.
– Byłoby wspaniale. – Delikatnie klasnęła w dłonie.
∞∞∞
But I needed one more touch
Another taste of heavenly rush
And I believe, I believe it so
Whose side am I on? Whose side am I?
Whose side am I on? Whose side am I?
Śnieżka uniosła boki sukni i okręciła się wokół własnej osi. Macocha
podarowała jej ubranie z okazji kolejnej urodzinowej uczty, piętnastej w
życiu dziewczyny. Suknię uszyto z jasnego, delikatnego materiału, a
nałożona na półgorset, idealnie układała się na szczupłym ciele.
Dziewczyna wirowała, śmiejąc się głośno, gdy bose stopy ślizgały się po
kamiennej posadzce. Nagle straciła równowagę, jedna z fałd okręcona wokół łydki
uniemożliwiła jej szeroki wykrok, i Śnieżka upadłaby niechybnie, ale wylądowała
w ciasnym, pewnym uchwycie królowej.
– Uważaj – ostrzegła kobieta. – Powinnaś być ostrożniejsza – dodała.
Mimo że Śnieżka wielokrotnie widziała ją rozzłoszczoną, a nawet wściekłą,
tym razem twarz macochy wyrażała jedynie troskę i coś jeszcze, czego królewna
nie umiała określić.
– Przepraszam, Ravenno – szepnęła.
Dopiero wtedy szczupłe palce cofnęły się z jej ramion, by następnie
wprawnymi, wyćwiczonymi ruchami poprawić materiał zmarszczony wokół nadgarstków
i talii. Śnieżka mimowolnie zadrżała pod tym dotykiem. Jej serce biło jak
oszalałe, gdy kobieta omiotła ją spojrzeniem, zbliżyła się i oddaliła. W końcu
chwyciła dziewczynę ponownie, obróciła gwałtownie, aż obie patrzyły na swoje
odbicie w ogromnym polerowanym zwierciadle, które wisiało w prywatnych
pokojach królowej.
– Lustereczko, powiedz przecie, która z nas piękniejsza w świecie –
szepnęła Ravenna.
Ciepły, pachnący jabłkami oddech omiótł twarz Śnieżki. Słodka woń owoców
zmieszana z jaśminowym olejkiem kąpielowym królowej zaatakowała zmysł
powonienia. Powierzchnia lustra wydawała się falować w pełnym świetle dnia,
jednak to musiało być tylko złudzenie.
– Ty, królowo – odpowiedziała macosze.
Uśmiechnęła się do niej, szukając spojrzenia jej jasnych oczu. Dziś
migotały w nich obce, przyprawiające o dreszcze iskierki.
– Tak sądzisz, moja droga? – spytała, nachylając się bliżej.
Gdyby Śnieżka odwróciła głowę w bok, uniosła się lekko na palach, mogłaby
spróbować tych ust. Często zbyt surowych, zbyt smutnych, ale nie tego dnia. Coś
wisiało w powietrzu. Królewna spłonęła rumieńcem, opuściła głowę, nie
rozumiejąc kotłujących się w niej samej uczuć. Nie pojmowała, co się z nią
dzieje, skąd takie myśli. Skąd głód, jakiego nic nie mogło zaspokoić.
– Jesteś piękna, pani – potwierdziła. – Najpiękniejsza – dodała,
przeklinając w myślach zdradliwe drżenie własnego głosu.
– Zabawne – odparła.
Chwyciła Śnieżkę za brodę, przyciągając dziewczynę do siebie.
– Zabawne – wymruczała ponownie. – To samo mogłabym powiedzieć o tobie,
śliczna – wyznała.
Zanim nastoletnie, jeszcze niedojrzałe serce wyskoczyło w swoim dzikim
galopie z piersi, do komnaty wszedł Finn. Słysząc trzaśnięcie drzwi,
Ravenna odsunęła się od swojej podopiecznej, a jej twarz przybrała wygląd
maski. Znów przypominała bardziej niewzruszony posąg, nieskazitelny, ale zimny
i straszny.
Finn skrzywił się na ich widok. W jego rybich, obleśnych oczkach wyraźna
była żądza, chęć posiadania, pod ciężarem której Śnieżka miała ochotę ugiąć się
i uciec. Mężczyzna wzbudzał w niej lęk, odrazę oraz – czego nie chciała
przyznać nawet sama przed sobą – zazdrość. Głównie ze względu na to, że zdawał
się czytać swojej siostrze w myślach. Nigdy jej nie zawiódł, nie rozczarował.
Zawsze wiedział, czego oczekiwała i sumiennie wypełniał swoje obowiązki.
– Wszystko gotowe – oznajmił. – Oprócz solenizantki, jak widać – sarknął.
– Jak tylko wyjdziesz. – Sugestia była oczywista. – Zrobię ją na bóstwo.
– Ravenna uniosła podbródek, gdy tak robiła, nie sposób było z nią dyskutować.
– Przyjdziemy za pół godziny – dodała.
Finn spiorunował Śnieżkę wzrokiem. Jakby chciał ją rozedrzeć na strzępy
albo chwycić i schować gdzieś, gdzie już nikt by jej nie odnalazł. Siostra
odpowiedziała mu delikatnym kiwnięciem głowy. Czegoś mu zabroniła, ale
dziewczyna nawet nie próbowała zgadywać, o co mogło chodzić. Już i tak
czuła zdenerwowanie, mdłości oraz strach. Nie chciała się jeszcze mierzyć z
prawdą. Gdy drzwi komnaty ponownie trzasnęły, westchnęła z ulgą.
Ravenna zerknęła na drzwi, następnie gestem wskazała na kąt
pomieszczenia, gdzie czekał ozdobny płaszcz, jedwabne pończochy i wstążki w
intensywnym zielonym kolorze, identyczne jak obszycia rękawów sukni.
– Jesteś jeszcze taka głupiutka, duszko – zganiła ją królowa.
Te słowa wessały światło, zabrały radość, były wstydem i upokorzeniem.
∞∞∞
And the fever began to spread
From my heart down to my legs
But the room was so quiet, oh
And although I wasn't losing my mind
It was a chorus so sublime
But the room is too quiet
(Oh, the fever)
Kiedy oficjalna część przyjęcia urodzinowego dobiegła końca i Śnieżka
dostała kolejny prezent od Ravenny, nie wiedziała, jak zareagować. Oto klęczał
przed nią rosły, długowłosy mężczyzna, który przysiągł za nią umrzeć i chronić
ją za cenę własnego życia. Królewna próbowała mu wyjaśnić, że tu, na zamku,
jego usługi są zbyteczne, ale odparł jedynie, że rozkazy władczyni nie
zostawiały pola do dyskusji. We wszystkim miał być posłuszny Śnieżce, ale ze
służby mogła go zwolnić jedynie królowa. Ta natomiast stała na uboczu,
rozprawiając o czymś z członkami rady. Uśmiechnęła się z aprobatą do
solenizantki.
Śnieżka poczuła, jak palą ją policzki.
– W takim razie będziesz musiał zapracować na moje zaufanie – odparła.
– Twoje życzenie to rozkaz, o pani – odpowiedział.
– Teraz możesz odejść, kiedy będziesz potrzebny, wezwę cię – stwierdziła,
dziwiąc się, że umiała brzmieć tak spokojnie, gdy w tej samej chwili sprzeczne
odczucia niemal kipiały w jej umyśle.
Znała mężczyznę z widzenia, słyszała o jego licznych talentach. Był
świetnym tropicielem, wszechstronnym wojownikiem oraz przede wszystkim cenionym
za swoją lojalność najemnikiem. Póki obowiązywała go umowa, nie sposób było go
przekupić.
Śnieżka obawiała się, co wymógł na królowej w zamian za swoje usługi.
Czuła, że musi porozmawiać o tym z macochą na osobności, nie odważyłaby się
podważyć jej autorytetu i decyzji w obecności dworzan.
Sługa odszedł, skłoniwszy się jeszcze raz przed opuszczeniem sali.
Śnieżka zaczęła masować pulsujące bólem skronie. Uroczystości, przemowy i
toasty ciągnęły się od kilku godzin, była już zmęczona i zastanawiała się,
czy jej brak zostałby odnotowany. Ravenna miałaby prawo potężnie się wściec za
takie naruszenie etykiety. Im starsza była królewna, tym władczyni – słusznie
zresztą – więcej od niej wymagała. Choć nigdy nie uderzyła swojej przybranej
córki, jej kary: długie, pouczające przemowy, odosobnienie czy zakaz
korzystania z biblioteki, potrafiły być dotkliwe. Żeby uniknąć takiego obrotu
spraw, dziewczyna przysiadła przy odsuniętym od środka pomieszczenia stole.
Blat zastawiono półmiskami pełnymi warzyw i owoców.
Zdziwiła się, że nie pojawiła się służba, by napełnić jej kielich lub
przynieść czyste nakrycie. Właściwie dopiero zwróciła uwagę na fakt, że liczba
osób, które pracowały na zamku zmniejszała się z roku na rok. Warunki nie były
uwłaczające, a sama praca zbyt trudna, jednak jeszcze, za życia króla na
dwór zgłaszało się o wiele więcej młodych dziewcząt. Kiedy rozejrzała się
dyskretnie po sali, zauważyła kilku młodych chłopców służebnych oraz dwie
starsze, już siwe niewolnice, które dawno temu wykupił od najemników przyjaciel
króla i podarował je Magnusowi w zamian za królewską przychylność przy
okazji jakiejś spornej sprawy.
Pogrążona w rozmyślaniach oraz wspomnieniach Śnieżka przegapiła moment,
gdy przy jej boku usiadł Finn. Dopiero po chwili wyczuła drażniący zapach jego
perfum, jednak na taktowną ucieczkę było już za późno.
– Cóż tak bardzo zaprząta twoją śliczną główkę, o pani? – zapytał, nie kryjąc
ironii.
Uważał ją za głupią, pustą dziewuchę, tak? Śnieżka postanowiła nie dać mu
satysfakcji. Wspominając wszystkie rady i lekcje królowej, udzieliła
przyszywanemu wujowi grzecznej, acz stanowczej odpowiedzi:
– Drogi Finnie, zauważyłam właśnie, że na zamku brakuje młodych kobiet
wśród służby. – Chrząknęła. – Może chciałbyś mi to wyjaśnić, panie?
Spodziewała się każdej możliwej reakcji, ale nie wybuchnięcia śmiechem,
który zwrócił uwagę wszystkich pozostałych na nich dwoje. Finn śmiał się
szaleńczo, aż musiał przytrzymywać rękami swój brzuch. Trwało to kilkanaście
sekund, zanim nagle przestał. Jego jasne włosy opadły mu na czoło, gdy
przyszpilił Śnieżkę brudnym, przenikliwym spojrzeniem.
– Nie ja powinien ci to wyjaśnić – znacząco urwał – pani. – Rzucił
spojrzeniem po reszcie, na moment zagapił się na królową, która właśnie
poprawiła niesforny kosmyk blond włosów wijący się wokół jej ramienia. – Cieszę
się jednak, że zwróciłaś na to uwagę. – Po raz pierwszy brzmiał szczerze. – Aż
nie jestem w stanie ubrać tego zadowolenia w słowa, a teraz wybacz, moja
pani.
Odszedł, nim jakkolwiek odpowiedziała.
Pozostali goście wrócili do przerwanych zajęć, jak gdyby nic się nie
wydarzyło. Śnieżka zauważyła jedynie, że królowa dużo częściej patrzyła w jej
stronę. Pod wpływem tych spojrzeń ciało dziewczyny pokrywało się gęsią skórką,
a ona sama zaczynała czuć ten nieokreślony, niemożliwy do zaspokojenia głód.
∞∞∞
I was looking for a breath of life;
A little touch of heavenly light
But all the choirs in my head sang "no"
Okazja do rozmowy nie nadarzyła się jednak zbyt prędko. Śnieżka żałowała,
że doszło do niej tak późno, kiedy już sama miała wątpliwości, czy jest sens
poruszyć oba wcześniej tak mocno nurtujące ją tematy.
Wykręcała dłonie, siedząc na krześle w jednym z pokojów królowej.
– Ja… – zaczęła, jąkając się. – Ja nie jestem pewna, czy jest mi
potrzebny sługa, którego mi wspaniałomyślnie podarowałaś, Ravenno – zdołała w
końcu wydukać.
Królowa zareagowała lekceważącym machnięciem dłoni.
Szykowała się do tradycyjnej kąpieli w mleku, miała więc na sobie
tylko szatę z cienkiego materiału, wiązaną z przodu, z jednym z tych
rozcięć z przodu na całą długość nóg. Jej długie, jasne włosy były
rozpuszczone i lekko wilgotne.
Śnieżka zaczęła się wiercić na krześle. Nagle zupełnie zaschło jej w
ustach. Nie była w stanie zebrać myśli.
– Śnieżko, jesteś piękną, niemal dorosłą kobietą – zaczęła wyjaśniać,
mimo wcześniejszej reakcji. – Wierz mi, że Eric, bo tak brzmi jego imię, to
konieczność, a nie opcja – stwierdziła.
– Ale… – próbowała zaprotestować Śnieżka.
– Dość! – Ravenna ucięła rozmowę jednym słowem.
Królewna skuliła ramiona pod wpływem jej krzyku. Spuściła wzrok i starała
się ignorować szelest ubrania oraz delikatne, ciche kroki, po których nastąpił
plusk.
Zmuszała się do nie myślenia o tym, co działo się zaledwie kilka metrów
od niej. Nie chciała wiedzieć ani widzieć. Nie mogła chcieć.
– A druga sprawa, z którą do mnie przyszłaś? – Królowa podjęła rozmowę,
nieskrępowana wcześniejszym wybuchem czy tym bardziej własną nagością.
Kiedy Śnieżka była dzieckiem, towarzyszyła swojej macosze w kilku lub
nawet kilkunastu kąpielach w mleku. Wspominała to jako wspaniałą zabawę,
ale w pewnej chwili Ravenna przestała ją zapraszać do basenu, jak miała to w
zwyczaju czynić wcześniej, a Śnieżka nie miała śmiałości poprosić.
Dziewczyna odchrząknęła.
– Zwróciłam uwagę, że na naszym zamku nie służy żadna młoda dziewczyna… –
Poczuła się głupio, mówiąc o tym na głos.
– Finn zasugerował, że to ciebie, pani, powinnam prosić o wyjaśnienie
tej kwestii. – Zarumieniła się i skuliła jeszcze bardziej.
Chciała zniknąć, cofnąć czas. Po co w ogóle zawracała Ravennie głowę tymi
swoimi bzdurnymi spostrzeżeniami.
Władczyni milczała przez moment, zanurzyła się głębiej w mleku, aż po
linię żuchwy, następnie odwróciła się i zaczęła powoli płynąć do brzegu. Gdy
znalazła się na wysokości Śnieżki, wynurzyła się gwałtownie, aż mleko bryzgnęło
na stopy dziewczyny.
– Chcesz znać prawdę? – syknęła Ravenna.
I ta cicha, lodowata agresja przyczajona w jej słowach sprawiła, że Śnieżka
odważyła się wreszcie podnieść wzrok. Patrzyła na wykrzywioną złością twarz, na
pełne piersi, białe od spływającego po nich mleka, unoszące się w gniewie raz
po raz. Ten widok ją hipnotyzował.
– Tak – odpowiedziała bez wahania.
Mimo że ze zdenerwowania drżały jej ręce, pomimo przejęcia duszącego
gardło i wykręcającego trzewia, patrzyła odważnie wprost w ciskające gromy
oczy Ravenny, nie uciekała też spojrzeniem od jej pięknego ciała.
– Więc dołącz do mnie, a ja pokażę ci prawdę. – Wyciągnęła rękę do góry.
Śnieżka powinna była odmówić. Jej usta formułowały słowo „nie”, jednak –
jakby wbrew własnej woli – wstała, zsunęła ze stóp pantofle i korzystając z
faktu, że sama była ubrana tylko w bawełnianą, jednowarstwową suknię, usiadła
na brzegu basenu.
Nie odtrąciła wyciągniętej do niej dłoni, ale też z niej nie skorzystała,
po prostu zsunęła się, aż pod stopami poczuła dno, a wszędzie wokół było mleko
zmieszane w idealnych proporcjach ze źródlaną wodą oraz wonnymi olejkami.
Ravenna zbliżyła się niespiesznie, oblizała wargi. Śnieżka pierwszy raz
widziała, by kobieta uczyniła coś tak otwarcie kuszącego. Dziewczyna zamarła w
bezruchu, nie wiedząc, jak zareagować. Rozdygotana, pobudzona, czekała, aż
sytuacja znajdzie swój finał.
– Więc chciałabyś znać prawdę, królewno – droczyła się Ravenna. –
Chciałabyś wiedzieć, czemu na zamku brakuje twoich rówieśnic, czemu zniknęły –
drażniła się, stając coraz bliżej.
Oplotła Śnieżkę ramionami, otarła o jej uda, wygięła wokół niej. A kiedy
ta myślała, że więcej nie zniesie, poczuła język przy swoim uchu, a zaraz potem
usłyszała wypowiedziane szeptem słowa:
– Żeby żyć, muszę kraść cudzą młodość, chyba że ktoś podaruje mi swoje
serce – wyznała. – Oddasz mi swoje, królewno? – spytała.
Nie czekając odpowiedzi, schyliła się po zachłanny, żarliwy pocałunek.
Śnieżka zdołała jedynie jęknąć, po czym wplątała palce we włosy kobiety.
Ravenna nie pozwoliła jej zebrać myśli, zaatakowała ponownie te słodkie,
niewinne usta. Naparła na Śnieżkę swoim ciałem, a kiedy plecy dziewczyny
uderzyły o ścianę basenu, kobieta złapała za przód jej odzienia i szarpnęła z
całej siły. Cienki, nasiąknięty mlekiem materiał ustąpił niemal od razu.
– Przegryzę się wprost do niego – mruknęła królowa.
Następnie zaczęła składać lepkie pocałunki na obojczykach Śnieżki, jej
mostku, drobnym biuście oraz w końcu dokładnie tam, gdzie najmocniej było
słychać rozszalałe od emocji serce. Wtedy właśnie Ravenna ugryzła, a Śnieżka
krzyknęła.
– Tak! – Przyciskała głowę kobiety mocniej, ciągnąc za włosy. – Proszę –
błagała żarliwie.
Magia władczyni rozszalała się na te słowa, wirowała wokół nich obu.
Wypełniając całe pomieszczenie dusznym pragnieniem spełnienia. Czarownica
pamiętała słowa klątwy. Śnieżka mogła ją zniszczyć lub uratować. Oto dokonało
się, skończyło. Ale także rozpoczęło.
– Taka niewinna – szepnęła bardziej do siebie kobieta, gdy jednocześnie sadzała
królewnę na krawędzi. – I taka dzika – dodała.
Dziewczyna wygięła się pod wpływem dotyku jej palców, pod pocałunkami.
Zasiana dawno temu magia, nagle wybuchnęła, zdzierając z niej skrępowanie i
ograniczenia. Rozchylała bezwstydnie nogi, przyciągając swoją królową do oblanej
mlekiem skóry. Ravenna kąsała jej łydki, lizała uda, całowała dół brzucha, aż
sięgnęła językiem dużo niżej i dużo głębiej.
Śnieżka łkała, gnąc się w przedziwnych pozach, a Ravenna nie mogła
przestać myśleć o tym, jak będzie wyglądać to śliczne, drobniutkie ciałko
uwięzione w uścisku wynajętego przez nią łowcy. Wszystko zostało już omówione
jakiś czas temu, Eric z radością przystał na stawiane mu warunki. Jakże mógł
odmówić? Żaden z nich nigdy by nie zaprotestował, ale ona wybrała najlepszego
dla swojej dziewczynki.
Och, Ravenna będzie trzymała te wiotkie nadgarstki, gdy Eric będzie uczył
uparte niewiniątko pokory. Kiedy będzie ją rozrywał i karcił za najmniejszy
sprzeciw. O ile kobieta nie mogła bez obrzydzenia myśleć o dotyku męskich
dłoni na swoim ciele, o tyle wyobrażenie Śnieżki plugawionej raz po raz przez
samca, powodowało, że stawała się jeszcze gorętsza, jeszcze bardziej
spragniona.
Jednak, by los mógł się dopełnić, Ravenna musiała wpierw dokończyć to, co
zaczęły. Nim Śnieżka zdołała strząsnąć z siebie magię, nim pojawiły się
wątpliwości czy dylematy, kobieta wsunęła w głąb ciała dziewczyny dwa palce,
która następnie gwałtownie rozszerzyła.
Do wypełnionego mlekiem basenu skapnęło kilka kropel krwi.
Krzyk, który temu towarzyszył, brzmiał jak wołanie z pogranicza życia i
śmierci.
0 Opinia:
Prześlij komentarz
Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.