16.03.2013

Seria z bólem: Przeciwbólowo


Swoją wolność mam ze sobą, by nie zabrał mi jej nikt.
Chcę być blisko, lecz nie mogę; dalej też niedobrze mi.
— Piotr Wróbel, tekst do piosenki „Kiedy bliżej z tobą będę”

Przeciwbólowo

Obudziła się z trudem, gdy dotknął jej ramienia. Cichy i bardzo ludzki w każdym spojrzeniu oraz geście.  Już nie słaby i nie tak niewinny.

– Udało mi się załatwić bilety na jutro. Wylatujemy przed szesnastą – powiedział cicho. Zanim zdołał wrócić do tego przeklętego kąta, w którym siedział zaszczuty od dwóch dni, złapała go za rękę.

– Co się tu, do kurwy nędzy, wyprawia, Rock? – wysyczała przez zaciśnięte zęby, uważnie obserwując twarz mężczyzny. Otwarta książka – tym dla niej był. Jeśli czymś więcej, wolała o tym nie myśleć.
– O co ci chodzi? – prychnął, ale nie usiłował wyszarpnąć nadgarstka.

– O co mi chodzi?! – wrzasnęła, jednocześnie siadając. Tego chyba się nie spodziewał, ponieważ stracił równowagę i opadł na łóżko. Doceniła, że zrobił wszystko, żeby nie urazić jej zranionej nogi. Widziała ten przeklęty rumieniec, te spojrzenia, które mogły znaczyć cokolwiek.

– Ja… – zaczął.
– Wiesz, co? Gówno mnie to obchodzi! – przerwała żałosne tłumaczenia i z impetem zrzuciła Rocka z siebie, upadł na podłogę z wyraźnym jękiem. A jednak, panienka z porcelany – pomyślała. Wstał powoli i spokojnie, bez słowa wyszedł z pokoju. Nie spiorunował kobiety wzrokiem, zamiast jakoś skomentować sytuację, uciekł.

– A może tylko wycofałeś się na bezpieczną pozycję, dziecinko? – spytała na głos, odchylając koce. Miała dość smrodu pokoi w podrzędnych motelach, leków i szopki, którą odgrywał chłopczyk pod krawatem. Powrót do domu, choć czuła się żałośnie niesprawna, wydawał się najlepszym możliwym pomysłem. Bajzel najlepiej zostawić za sobą, czyż nie?

Oparła stopy na podłodze, wyciągnęła pistolet spod poduszki i po prostu podniosła się, lekceważąc ból. Nie miała czasu na żal i płacze. Kiedy już przekręciła klucz w głównych drzwiach, pokuśtykała do łazienki, przytrzymując się mebli albo ścian.  

W niezbyt pięknym, ale przynajmniej względnie czystym pomieszczeniu, panował przyjazny półmrok. Revy z aprobatą popatrzyła na swoje odbicie w lustrze – z trzech zamocowanych nad nim lamp działała tylko jedna – ale tak było idealnie. Położyła broń obok umywalki. Zabezpieczenie łazienkowych drzwi ustąpiłoby pod słabym kopnięciem, ale ta mała przeszkoda mogła dać wprawnemu strzelcowi przewagę, a z niej rezygnuje tylko człowiek bardzo pewny swoich możliwości. Nie ktoś, kto od kilku dni ćpa całe garści różnych leków, kuleje oraz stracił jeden z dwóch najważniejszych pistoletów. Oczywiście, Dutch już wszystko zorganizował – nie miała powodu, by w to wątpić. Pieszczotliwie przesunęła palcem po lufie ocalałej beretty, po czym, łapiąc za materiał na plecach, ściągnęła przepoconą koszulkę i rzuciła ubranie na podłogę. Ostrożnie zdjęła bawełniane majtki i odłożyła bieliznę na bok. Z widoczną na twarzy frustracją spojrzała na opatrunek na swojej nodze. Powinna go zmienić, ale to mogła zrobić po szybkim prysznicu, który pomoże jej zmyć z siebie ten obrzydliwy zapach chemii.

Rock uśmiechnął się krzywo, kiedy nacisnął na klamkę, a drzwi nie ustąpiły. Nie próbował ich forsować, obsłudze tego motelu (dwa poprzednie bez najmniejszych wątpliwości należały do zupełnie innej kategorii) trudno byłoby wytłumaczyć odgłosy strzelaniny i dziury po kulach w ścianach, o ile Revy nie zrobiłaby czegoś jeszcze gorszego. Wiedział, że miała prawo czuć się rozdrażniona, sam z ledwością trzymał emocje na wodzy. Może spędził z nią sam na sam za dużo czasu? Może, kiedy wrócą do Roanapur, wszystko jakoś się ułoży i w powietrzu nad nimi nie będą wisieć niedomówienia? Roześmiał się cicho do własnych myśli. Porażająca naiwność. Z rezygnacją wypisaną na twarzy przysiadł pod ścianą obok sporej paczki, którą wcześniej tam oparł.

Kwadrans później Revy otworzyła drzwi i pokuśtykała w kierunku fotela. Podkoszulek przykleił się do jej wciąż wilgotnej skóry, a proste, czarne majtki przyciągały wzrok do zgrabnych pośladków. Kobieta przeczesała palcami mokre włosy, a następnie, mrużąc oczy, przyjrzała się przyniesionej przez Rocka paczce*. On w tym czasie lekkim kopnięciem zatrzasnął drzwi, rzucił kurtkę na podłogę i usiadł na jednym z dwóch łóżek.

– Dobrze, że o tym pomyślałeś – powiedziała.

Skinął głową i wyciągnął z kieszeni koszuli paczkę papierosów, po chwili wahania jednak odłożył ją na narzutę.

– Powinniśmy porozmawiać – wykrztusił z trudem.

– Niby o czym? – spytała lekceważąco. Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając gardło.

– O… – zawahał się na moment – nas.

– Popierdoliło cię? – warknęła.

– Jeśli tak, to ciebie też – szepnął. Zerknął na świeży opatrunek osłaniający rozległą ranę na prawej nodze kobiety, po czym zamknął oczy i schował twarz w dłoniach. Revy zaśmiała się w gorzki, nieprzyjemny sposób.

– Ostrzegałam cię, Rock – rzuciła, następnie wstała z fotela i powoli podeszła do mężczyzny. Uniósł głowę, patrząc w jej szalone oczy. Szukał odpowiedzi na pytania, których jeszcze nawet nie zadał. Pochyliła się nad nim, lekko rozchylając usta. Widziała rozszerzające się ze zdziwienia źrenice, usłyszała, jak nerwowo przełknął ślinę. Kiedy prawie zetknęła swoje wargi z jego, zatrzymała się i powiedziała cicho:

– Odważysz się, dziecinko?

Oboje na moment zastygli w bezruchu, patrząc sobie w oczy jak kiedyś, dawno temu na tylnym siedzeniu radiowozu. Rock uniósł rękę i oparł dłoń na talii kobiety. Revy zamrugała zdezorientowana, gdy przyciągnął ją do siebie i posadził delikatnie na swoich kolanach.

– Jest coś, czego chcę bardziej – mruknął i wgryzł się w szyję ozdobioną tatuażem. Zrobił to mocno, by po chwili przerwać i polizać wrażliwą skórę. Przytknął palce do jej ust, zanim zdołała się odezwać. Polizała ich koniuszki, a Rock westchnął, wbijając zęby w ramię kobiety. Wykorzystała moment, kiedy łapał oddech, żeby zdjąć z siebie koszulkę. Bez pośpiechu dotykał jej żeber, sunął jedną dłonią po umięśnionym brzuchu i pełnych piersiach, drugą głaszcząc plecy. W odpowiedzi pocałowała go w czoło, poluzowała idealnie zawiązany krawat i pewnymi dłońmi zaczęła rozpinać wygniecioną koszulę, w której wyglądał jak zagubiony chłopiec.  Powstrzymał ją gestem.

– Za moment, dziecinko – szepnął jej do ucha, wywołując dreszcz. Nie sądziła, że jego głos może tak brzmieć pod wpływem pożądania.

– Już – warknęła.

– Zaraz – odpowiedział i zawarł w tym całą pewność, która wydawała się z niego promieniować.  – Najpierw chcę zrobić coś innego – odparł. 

Nie spodziewała się delikatnego muśnięcia palcami na policzku, pogłaskania po włosach ani tego, że przygarnie ją do siebie i przytuli. Nic i nigdy tak bardzo nie naruszyło latami budowanych barier, ból rozrywał ją od środka, gdy wyszeptał, że chce walczyć przy jej ramieniu. Igiełki lodu wbijały się pod paznokcie Revy, oczekiwanie kłuło pod żebrami.

– To tylko nasze – wyszeptał i musnął jej usta swoimi. Naparła mocniej na niego, na jego wargi – językiem szukając ukojenia. Skoro pociągnął ją poza ograniczenia, chciała znaleźć to, co mężczyzna chował przed innymi.

Fizyczny ból, który czuła w nodze, wydawał się dodawać całej sytuacji gorzkiej realności. Revy wiedziała, że nigdy nie wyprze się tych wspomnień, jego jęków, swoich dłoni szarpiących materiał koszuli, a potem pasek spodni. Była pewna, że na długo zapamięta tę pełną zachwytu minę Rocka, gdy sięgnął palcami między jej uda i poczuł pod nimi wilgoć.

Przestało się liczyć, kim i gdzie są. Zostało tylko to, co było konieczne, by mógł patrzeć w jej jasnobrązowe oczy i wypychać swoje biodra do przodu w rytmie narzuconym przez ciche westchnienia zduszone pocałunkami.
Pragnęła czuć ból, by przestać o nim pamiętać.
Pragnął kochać, by zapomnieć, że tego chce.



* Każdy, kto zastanawia się, co Rock przyniósł w paczce, musi bardzo dokładnie obejrzeć scenę na lotnisku w ostatnim odcinku. 


0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.