Swoją wolność mam ze sobą, by nie zabrał mi jej nikt.
Chcę być blisko, lecz nie mogę; dalej też niedobrze mi.
— Piotr Wróbel, tekst do piosenki „Kiedy bliżej z tobą będę”
Przeciwbólowo
Obudziła się
z trudem, gdy dotknął jej ramienia. Cichy i bardzo ludzki w każdym spojrzeniu oraz
geście. Już nie słaby i nie tak
niewinny.
– Udało mi
się załatwić bilety na jutro. Wylatujemy przed szesnastą – powiedział cicho.
Zanim zdołał wrócić do tego przeklętego kąta, w którym siedział zaszczuty od
dwóch dni, złapała go za rękę.
– Co się tu,
do kurwy nędzy, wyprawia, Rock? – wysyczała przez zaciśnięte zęby, uważnie
obserwując twarz mężczyzny. Otwarta książka – tym dla niej był. Jeśli czymś
więcej, wolała o tym nie myśleć.
– O co ci
chodzi? – prychnął, ale nie usiłował wyszarpnąć nadgarstka.
– O co mi
chodzi?! – wrzasnęła, jednocześnie siadając. Tego chyba się nie spodziewał,
ponieważ stracił równowagę i opadł na łóżko. Doceniła, że zrobił wszystko, żeby
nie urazić jej zranionej nogi. Widziała ten przeklęty rumieniec, te spojrzenia,
które mogły znaczyć cokolwiek.
– Ja… –
zaczął.
– Wiesz, co?
Gówno mnie to obchodzi! – przerwała żałosne tłumaczenia i z impetem zrzuciła
Rocka z siebie, upadł na podłogę z wyraźnym jękiem. A jednak, panienka z
porcelany – pomyślała. Wstał powoli i spokojnie, bez słowa wyszedł z pokoju. Nie
spiorunował kobiety wzrokiem, zamiast jakoś skomentować sytuację, uciekł.
– A może
tylko wycofałeś się na bezpieczną pozycję, dziecinko? – spytała na głos,
odchylając koce. Miała dość smrodu pokoi w podrzędnych motelach, leków i
szopki, którą odgrywał chłopczyk pod krawatem. Powrót do domu, choć czuła się
żałośnie niesprawna, wydawał się najlepszym możliwym pomysłem. Bajzel najlepiej
zostawić za sobą, czyż nie?
Oparła stopy
na podłodze, wyciągnęła pistolet spod poduszki i po prostu podniosła się,
lekceważąc ból. Nie miała czasu na żal i płacze. Kiedy już przekręciła klucz w
głównych drzwiach, pokuśtykała do łazienki, przytrzymując się mebli albo ścian.
W niezbyt
pięknym, ale przynajmniej względnie czystym pomieszczeniu, panował przyjazny
półmrok. Revy z aprobatą popatrzyła na swoje odbicie w lustrze – z trzech
zamocowanych nad nim lamp działała tylko jedna – ale tak było idealnie.
Położyła broń obok umywalki. Zabezpieczenie łazienkowych drzwi ustąpiłoby pod
słabym kopnięciem, ale ta mała przeszkoda mogła dać wprawnemu strzelcowi
przewagę, a z niej rezygnuje tylko człowiek bardzo pewny swoich możliwości. Nie
ktoś, kto od kilku dni ćpa całe garści różnych leków, kuleje oraz stracił jeden
z dwóch najważniejszych pistoletów. Oczywiście, Dutch już wszystko zorganizował
– nie miała powodu, by w to wątpić. Pieszczotliwie przesunęła palcem po lufie
ocalałej beretty, po czym, łapiąc za materiał na plecach, ściągnęła przepoconą
koszulkę i rzuciła ubranie na podłogę. Ostrożnie zdjęła bawełniane majtki i
odłożyła bieliznę na bok. Z widoczną na twarzy frustracją spojrzała na
opatrunek na swojej nodze. Powinna go zmienić, ale to mogła zrobić po szybkim
prysznicu, który pomoże jej zmyć z siebie ten obrzydliwy zapach chemii.
Rock
uśmiechnął się krzywo, kiedy nacisnął na klamkę, a drzwi nie ustąpiły. Nie
próbował ich forsować, obsłudze tego motelu (dwa poprzednie bez najmniejszych
wątpliwości należały do zupełnie innej kategorii) trudno byłoby wytłumaczyć
odgłosy strzelaniny i dziury po kulach w ścianach, o ile Revy nie zrobiłaby
czegoś jeszcze gorszego. Wiedział, że miała prawo czuć się rozdrażniona, sam z
ledwością trzymał emocje na wodzy. Może spędził z nią sam na sam za dużo czasu?
Może, kiedy wrócą do Roanapur, wszystko jakoś się ułoży i w powietrzu nad nimi nie
będą wisieć niedomówienia? Roześmiał się cicho do własnych myśli. Porażająca
naiwność. Z rezygnacją wypisaną na twarzy przysiadł pod ścianą obok sporej
paczki, którą wcześniej tam oparł.
Kwadrans
później Revy otworzyła drzwi i pokuśtykała w kierunku fotela. Podkoszulek
przykleił się do jej wciąż wilgotnej skóry, a proste, czarne majtki przyciągały
wzrok do zgrabnych pośladków. Kobieta przeczesała palcami mokre włosy, a
następnie, mrużąc oczy, przyjrzała się przyniesionej przez Rocka paczce*. On w
tym czasie lekkim kopnięciem zatrzasnął drzwi, rzucił kurtkę na podłogę i
usiadł na jednym z dwóch łóżek.
– Dobrze, że
o tym pomyślałeś – powiedziała.
Skinął głową
i wyciągnął z kieszeni koszuli paczkę papierosów, po chwili wahania jednak
odłożył ją na narzutę.
– Powinniśmy
porozmawiać – wykrztusił z trudem.
– Niby o
czym? – spytała lekceważąco. Odchyliła głowę do tyłu, odsłaniając gardło.
– O… –
zawahał się na moment – nas.
–
Popierdoliło cię? – warknęła.
– Jeśli tak,
to ciebie też – szepnął. Zerknął na świeży opatrunek osłaniający rozległą ranę
na prawej nodze kobiety, po czym zamknął oczy i schował twarz w dłoniach. Revy
zaśmiała się w gorzki, nieprzyjemny sposób.
– Ostrzegałam
cię, Rock – rzuciła, następnie wstała z fotela i powoli podeszła do mężczyzny.
Uniósł głowę, patrząc w jej szalone oczy. Szukał odpowiedzi na pytania, których
jeszcze nawet nie zadał. Pochyliła się nad nim, lekko rozchylając usta.
Widziała rozszerzające się ze zdziwienia źrenice, usłyszała, jak nerwowo
przełknął ślinę. Kiedy prawie zetknęła swoje wargi z jego, zatrzymała się i
powiedziała cicho:
– Odważysz
się, dziecinko?
Oboje na
moment zastygli w bezruchu, patrząc sobie w oczy jak kiedyś, dawno temu na
tylnym siedzeniu radiowozu. Rock uniósł rękę i oparł dłoń na talii kobiety.
Revy zamrugała zdezorientowana, gdy przyciągnął ją do siebie i posadził
delikatnie na swoich kolanach.
– Jest coś,
czego chcę bardziej – mruknął i wgryzł się w szyję ozdobioną tatuażem. Zrobił
to mocno, by po chwili przerwać i polizać wrażliwą skórę. Przytknął palce do
jej ust, zanim zdołała się odezwać. Polizała ich koniuszki, a Rock westchnął,
wbijając zęby w ramię kobiety. Wykorzystała moment, kiedy łapał oddech, żeby
zdjąć z siebie koszulkę. Bez pośpiechu dotykał jej żeber, sunął jedną dłonią po
umięśnionym brzuchu i pełnych piersiach, drugą głaszcząc plecy. W odpowiedzi
pocałowała go w czoło, poluzowała idealnie zawiązany krawat i pewnymi dłońmi
zaczęła rozpinać wygniecioną koszulę, w której wyglądał jak zagubiony chłopiec. Powstrzymał ją gestem.
– Za moment,
dziecinko – szepnął jej do ucha, wywołując dreszcz. Nie sądziła, że jego głos
może tak brzmieć pod wpływem pożądania.
– Już – warknęła.
– Zaraz –
odpowiedział i zawarł w tym całą pewność, która wydawała się z niego
promieniować. – Najpierw chcę zrobić coś
innego – odparł.
Nie spodziewała się delikatnego muśnięcia palcami na policzku,
pogłaskania po włosach ani tego, że przygarnie ją do siebie i przytuli. Nic i
nigdy tak bardzo nie naruszyło latami budowanych barier, ból rozrywał ją od
środka, gdy wyszeptał, że chce walczyć przy jej ramieniu. Igiełki lodu wbijały
się pod paznokcie Revy, oczekiwanie kłuło pod żebrami.
– To tylko
nasze – wyszeptał i musnął jej usta swoimi. Naparła mocniej na niego, na jego
wargi – językiem szukając ukojenia. Skoro pociągnął ją poza ograniczenia,
chciała znaleźć to, co mężczyzna chował przed innymi.
Fizyczny ból,
który czuła w nodze, wydawał się dodawać całej sytuacji gorzkiej realności.
Revy wiedziała, że nigdy nie wyprze się tych wspomnień, jego jęków, swoich
dłoni szarpiących materiał koszuli, a potem pasek spodni. Była pewna, że na
długo zapamięta tę pełną zachwytu minę Rocka, gdy sięgnął palcami między jej
uda i poczuł pod nimi wilgoć.
Przestało się
liczyć, kim i gdzie są. Zostało tylko to, co było konieczne, by mógł patrzeć w
jej jasnobrązowe oczy i wypychać swoje biodra do przodu w rytmie narzuconym
przez ciche westchnienia zduszone pocałunkami.
Pragnęła czuć
ból, by przestać o nim pamiętać.
Pragnął
kochać, by zapomnieć, że tego chce.
* Każdy, kto zastanawia
się, co Rock przyniósł w paczce, musi bardzo dokładnie obejrzeć scenę na
lotnisku w ostatnim odcinku.
0 Opinia:
Prześlij komentarz
Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.