24.11.2012

Tysiąc oddechów oswojonych muz rzeczywistych - VIII



Ukłonił się zgrabnie, nie unosząc wzroku. Nie śmiał na nią spojrzeć. Bał się patrzeć, chociaż była wyjątkowo fascynująca.

Gdy wzywała go do siebie, nie mógł odmówić. Im dłużej zwlekał z wykonaniem polecenia, tym boleśniej karciła. Dotkliwie zabawiała się rozedrganym jestestwem. Znała setki tortur i wciąż wymyślała kolejne – jeszcze bardziej wyszukane, wyraźnie uderzające w najsłabsze punkty.

Upuszczając wachlarz na posadzkę, poderwała się z tronu. Strzępy sukni zatańczyły z powietrzem, gdy w trzech, półpłynnych krokach znalazła się przed pokornym sługą. Chwyciła mężczyznę za przód starannie wyprasowanej koszuli. Uniosła lekko w górę, zmusiła do pocałunku.

Jak każda wena, coś zabrała, oddając dużo więcej.



Kolejny oddech: TOOMR - IX

0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.