24.11.2012

Tysiąc oddechów oswojonych muz rzeczywistych - IX



Jego głos wznosił się ponad wszystkim. Chrapliwy, gardłowy, groźny. Rozkazywał:
– Niszcz! Rwij! Szarp! Rań!

Zapętlony w niepohamowanym akcie destrukcji, nie zważał na konsekwencje. Na możliwe następstwa. Pewny siebie, jak żaden przed nim – czerpiący siłę z młodej, zapalczywej duszy. Wyrzucał nieudane dni do kosza pod biurkiem, oprawiał słodkie wspomnienia w ramki i wieszał krzywo nad łóżkiem. Istniał na granicy snów, koszmarów i marzeń. Ciągle spragniony, nienasycony i niepełny. Zafascynowany butelkową zielenią swetra, miękkim dotykiem zakazanych dłoni – ciepłem zabronionym, desakralizującym. Uczepiony rozwianej grzywy konia tak białego, jak biały jest śnieg i niezapisane kartki porzuconego zeszytu.

Spieniony gwałtowną emocją dzikiego biegu – wen niespełniony.



Kolejny oddech: TOOMR - X

0 Opinia:

Prześlij komentarz

Wzbij słowami pióra, wzrusz, wścieknij. Wszystko, co konieczne.